strona główna
wywiady
artykuły
wydarzenia
fotoblog
linki
kontakt
  dark ambient<>industrial<>experimental<>martial

PAUL WIRKUS > intuicja i duch

Przy okazji niedawnych porządków trafiłem na rozmowę, którą przeprowadziłem kilkanaście late temu z mistrzem eksperymentu - Paulem Wirkusem. Tekst ukazał się swego czasu na łamach innego niszowego pisma, niedługo po premierze jego solowego albumu- "Echo". Pomyślałem, że warto przypomnieć go na łamach Fortu, co też niniejszym czynię...



Tworzone przez Paula obrazy dźwiękowe to eteryczna podróż po krainie zmysłów, uczuć, emocji, doznań, wrażeń... Ekscytująca eksploracja myśli, podskórnych pragnień i dążeń, a także zadawania sobie pytań i nieustannego poszukiwania. Siebie? To wchłanianie fragmentarycznych krajobrazów. Skupianie się na tych najważniejszych, a potem medytacyjne ich przetwarzanie. Esencjonalne komunikowanie nie zmącone przeszkadzającymi ozdobnikami. Muzyka Paula Wirkusa to także odpowiedź na wielkomiejski hałas, zabieganie i tłok. Wszak twórca mieszka obecnie w Kolonii...



paul wirkus

Paul: Lubię to miasto. Panuje w nim bardzo otwarta, wielonarodowa atmosfera. Ludzie wypracowali tu sobie taką uniwersalną, pozytywną formę obcowania ze sobą. Jest to wielkie miasto, które jednocześnie nie jest molochem. Najważniejsze jest to, że właśnie ludzie, a nie architektura tworzą atmosferę Kolonii. Myślę, że fakt mojego życia tutaj ma wyraźny wpływ na to co robię.

Arek: Czy mógłbyś powiedzieć co symbolizuje ten piesek na okładce „Echa”? Chyba ma jakieś szczególne znaczenie...

- Ten przypadkowo znaleziony piesek stał się moim symbolem. Można go zobaczyć też na mojej stronie internetowej. Lubię go bo jest taki troszeczkę biedny.

- W muzyce interesują cię emocje. Jakie najbardziej?

- Wiem tylko, że jestem bardzo emocjonalną osobą. Nie potrafię jednak nazwać tych emocji ani też ich sklasyfikować. Trudno mi też określić, które z nich są najważniejsze. To właśnie jest dla nich charakterystyczne. Myślę, że są nie do opanowania. To raczej one mogą opanować, co nie zawsze jest dobre. Podczas pracy nad muzyką często zapalam się. Ma to miejsce zarówno w czasie koncertów jak i prób. Gdy gram na perkusji mam czasami „odjazd”. Przy czym reaguję inaczej grając ostrą muzykę ze Spokojem, inaczej z Oknem, a jeszcze inaczej w trakcie improwizacji z Uwe Schneiderem. Gdy pracuję sam, dochodzą z kolei do głosu bardziej nastrojowe rzeczy. Sampluję różnorakie skrawki i w mikroskali odkrywam całkiem nowe obszary.

- Czyli każdy z projektów prezentuje jakby inną twoją twarz jeśli chodzi o emocje. Te drążone przez solowe dokonania odbieram jako nostalgiczne i melancholijne, skłaniające do zadumy. Lubisz podróżować po krainie własnej duszy?

- Jakoś tak się już dzieje, że pracując solo unikam ostrych i nerwowych brzmień. Interesuje mnie zgoła odmienny nastrój. Nie jest to strategia kierowana rozumem, ale proces całkowicie spontaniczny i intuicyjny. Wyłowione zostają dźwięki, które podobają mi się w danym momencie. Tak, lubię podróżować po krainie własnej wyobraźni. Nie bez powodu jeden z utworów na „Echo” nazywa się „Der Traumer” czyli „Marzyciel”. Staram się jednak tego nie analizować. Jakiś wpływ na brzmienie moich płyt ma na pewno dzieciństwo spędzone pośród lasów w Damnicy. Za to jako nastolatek często przebywałem sam bo niekoniecznie miałem z kim wymieniać się myślami. Wszyscy koledzy mieli inne rzeczy w głowie. Chodziłem sam po nocy, paliłem papierosy, wpadałem w taki melancholijny nastrój. Od tamtego czasu lubię go.

- Zostawiasz dużo miejsca odbiorcy Twojej muzyki. Kompozycje są zagadkowe. Czy uważasz, że im więcej odczytań i różnorodnych interpretacji wywołuje dany utwór, tym piękniejsze jest to co się dzieje?

- To jasne, że właśnie przez to ukryte, wieloznaczne przesłanie – kompozycja inspiruje odbiorcę do własnych przemyśleń. Każdy z nas jest inny i im różnorodniej da się dany utwór zinterpretować, tym bardziej jest on dla mnie wartościowy. Chodzi o to by inspirował i prowokował, a nie tylko pokazywał zręczność twórcy.

- Powiedziałeś, że na brzmienie płyt spory wpływ ma twoje dzieciństwo. Jest to reakcja na jakieś przeżycia, czy po prostu twórczość całkowicie intuicyjna, formułowana ponad tym wszystkim?

- Nie da się rozdzielić intuicji i ducha. Działanie „ponad tym wszystkim” byłoby dla mnie nie intuicyjne, ale podyktowane rozumem albo tzw. rozsądkiem i nie byłoby interesujące. To co robię jest osadzone w konkretnym kontekście. Składa się na to wszystko co do tej pory przeżyłem. Gdy byłbym inny, moja muzyka także byłaby inna.

- Nie myślałeś nigdy aby do swojej solowej muzyki wprowadzić słowa, przynajmniej w szczątkowej, minimalnej formie.

- Chcę żeby moje dokonania solowe były raczej instrumentalne. Słowa zapewne zburzyłyby ten misternie budowany klimat zagadki... Taki szczątkowy vocal w postaci sampla pojawia się na „Echo” w utworze „Pika Pikano”. Głosu używam czasami w zespole Spokój. Jestem i tak zbyt gadatliwy, szczególnie gdy „wejdę w obroty” podczas rozmowy.

- Jesteś gadatliwy?! A ja, bazując na twojej muzyce, wyrobiłem sobie opinię człowieka spokojnego i zadumanego, minimalisty słownego.

- Czasami w sprzyjających okolicznościach rozgaduję się. Zdarza się to w otoczeniu ludzi, z którymi czuję się dobrze. Ale naturalnie mam też drugą stronę, taką bardziej przygaszoną. Chodzę zamyślony, chowam się w kąciku i to wychodzi w mojej muzyce gdy pracuję sam.

- „Ludzie nie znajdują czasu na refleksję, biegają tylko w ta i z powrotem i nic z tego nie wynika.” Takie słowa usłyszałem niedawno z ust pewnego człowieka. Zgodziłbyś się z nim? Mówisz, że muzyka z „Echo” jest przeznaczona do słuchania w domu. Sądzisz, że dzięki niej uda ci się skłonić ludzi do odrobiny refleksji i skupienia?

- Zgadzam się absolutnie z zacytowaną przez ciebie opinią. To chyba ta „mechanizacja życia” , którą przepowiadał Witkacy. Każdy jest zmęczony i zaganiany. Potrzeba duchowości jest spychana na margines. Mam nawet takie wrażenie, że jest ona w oczach większości jako oznaka słabości. Byłoby wspaniale gdyby ktoś zamyślił się słuchając „Echo” czy „Mimikry”.

- Na początku powiedziałeś, że na koncertach bardzo często dajesz się ponosić emocjom. Na czym to polega? Czy można to nazwać swoistym rodzajem misterium kiedy odlatujesz w świat równoległy, uwalniasz swój umysł nie zwracając uwagi na czynniki zewnętrzne?

- Grając na żywo zanurzam się w muzykę najintensywniej. Stany, które opisujesz osiągam bardzo często. Wystarczy spojrzeć na miny jakie robię grając na perkusji np. ze Spokojem. A tak na poważnie, najintensywniej zagłębiam się w dźwięku grając z Uwe Schneiderem. Gramy bez żadnych ograniczeń. To czysta energia. Jest na to japońskie określenie – „Ki”. Dotyczy intensywności i mocy w muzyce, która ma moc uzdrawiającą. W Europie nie ma takiego określenia i często mylą się nam takie „rzeczy” z hałasem. Mówimy, że ktoś bez sensu napierdziela w instrument np., w buddyjskiej świątyni. Mamy do tego zupełnie niespirytualne podejście. Mam na myśli oczyszczającą moc hałasu. 

- Na czym ona polega?

- Właśnie tak jak mówiłem – czysta energia, Ki, free itd. To taka „terapia” jak krzyk w lesie. Nie z agresji lecz w celu oczyszczenia ducha. Posłuchaj japońskich zespołów noisowych albo tego co robi np. Heino Keigin.

- Bardzo duży udział w brzmieniu „Echo” mają płyty winylowe, w szczególności te bardziej zużyte. Dla wielu twórców i melomanów nośniki te mają szczególne znaczenie. Niektórzy twierdzą, że w odróżnieniu od kompaktów, mają one duszę. Co o tym sądzisz? Jakich vinyli użyłeś przy produkcji „Echo”?

- Mam raczej neutralne podejście do wszystkich nośników. Vinyl jest OK. Duże okładki podobają mi się. Użyłem szumów ze starych płyt i taśm. Nie zdradzę jednak jakie to albumy. Powiem tylko, że nie sampluję przypadkowych rzeczy.

- Dziękuję za możliwość wymiany słów i myśli oraz mnóstwo pozytywnych emocji przy słuchaniu twoich dokonań muzycznych.

- Ja też dziękuję. Myślę, że ten wywiad, w takiej formie, którą ty zaproponowałeś był dla nas obu ciekawym doświadczeniem.

Rozmawiał Arkadiusz Zacheja




powrót do WYWIADY >>>

strona główna
wywiady
multimedia
naszywki
kontakt









copyright