strona główna
wywiady
artykuły
wydarzenia
fotoblog
linki
kontakt
  dark ambient<>industrial<>experimental<>martial

WARSZAWSKA JESIONKA > muzyka intuitywna

Muzyka oryginalna i świeża... przełamująca wszelkie konwencje i uniformy współczesnych metod układania dźwięków. Powszechnie przyjęte schematy jej nie interesują. Jednocześnie nie jest to jakieś nadęte monstrum. Autoironia i kpina skutecznie eliminują z niej ten pierwiastek. Dźwięki mają postać rześkiej mgiełki krążącej gdzieś w przestworzach uwolnionych z opartego na rozumie - szufladkowania rzeczywistości. "Hak w smaku", bo o tej płycie mowa, to druga pozycja formacji Warszawska Jesionka - wydana przez mikroskopijną wytwórnię SOROR MYSTICA, w limitowanym nakładzie pięciuset egzemplarzy. Okładka jest prawdziwym cackiem, małym dziełkiem sztuki, a może nawet instalacją, która mogłaby występować jako coś samodzielnego. Tekturowe okładki skręcone metalową śrubą... Rozpakowywanie kompaktu to prawdziwa ceremonia. Każdy element ma tutaj znaczenie. Także nazwa zespołu - odniesienie do pewnego szanowanego festiwalu...,


warszawska jesionka

"Niezgoda na jakąkolwiek zastaną i gotową formułę" - to jak twierdzą sami sprawcy zamieszczonej tam muzyki - główny motor jej powstania. To także próba podważania tradycji oraz reguł rządzących sztuką. Bycie na przekór ogrodzeniom dyskursywności. Ezoteryczna kraina oparta na alternatywnie pojmowanej partyturze. Jej rdzeniem jest improwizacja, pojmowana w bardzo szczególny sposób. Moją rozmowę z Robertem Szczerbowskim zacząłem właśnie od tego wątku.


Arkadiusz Zacheja: - Warszawska Jesionka gra muzykę w dużej mierze opartą na improwizacji. Taka forma kojarzy mi się przede wszystkim z jazzem. Tak powiedziałbym nie słuchając Waszych płyt bo po zapoznaniu się z nimi wydaje mi się, że jednak muzyka na nich zawarta daleka jest od wytworów klasycznych jazzmanów. Czym jest dla Was improwizacja?

Robert Szczerbowski : - Łączenie tej muzyki z jazzem, w którym przecież liczy się feeling nie jest zbyt fortunne. Naszym założeniem jest przeciwstawienie się modelowi muzyki komponowanej i wykonywanej, przy czym intencje dotyczą głównie sfery tzw. muzyki współczesnej ( poważnej?). Kompozytorzy, nawet jeśli sami wykonują swoje utwory, piszą je również z myślą o innych, wierząc , że będą wykonywane w przyszłości. Wtedy jednak kompozycje ulegają interpretacji i nie są już tym czym były w zamyśle. Tego co gramy nie można powtórzyć, brak w tym również zamysłu i tu tkwi może największa wartość tego, nazwijmy to - improwizowania. Improwizować znaczy tyle co grać bez przygotowania. Czasem mówi się też, że jest to komponowanie z jednoczesnym wykonywaniem. Chcemy tak grać by nie czuć się nie tylko kompozytorami, ale nawet wykonawcami. Zrzekamy się praw autorskich do swoich nagrań. Uważamy, że są one własnością publiczną. Jeśli nazywamy swoją grę wykonaniem ( jak np. na pierwszej płycie lub koncercie w Mózgu, który nosił tytuł "prawykonanie"), to w oczywisty sposób dopuszczamy się kpiny i autoironii. Wolelibyśmy raczej nazywać nasze poczynania muzyką intuitywną, ponieważ staramy się podczas sesji wyłączyć myślenie i dać się ponieść fali, która nawet dla nas samych bywa zaskakująca; być niejako nieświadomym medium - taka sytuacja byłaby idealna, ale wiadomo, że nie zawsze udaje się to osiągnąć. Czasem jednak się zdarza. Intelektualna sfera zostaje uruchomiona dopiero potem, kiedy np. zaistnieje nagranie i można uzupełnić je o inwencje natury pozamuzycznej, krótko mówiąc odwołać się też do intelektu słuchacza.

- Przy tworzeniu kierujecie się przede wszystkim intuicją. Budowanie faktury muzycznej nie jest dla WJ czymś świadomym opartym na rozumie? Antykompozytorzy... Antywykonawcy.... Kim więc Jesteście?

- Nie zależy nam na tym, żeby się samookreślać i obojętne jest jak to zostanie nazwane. Tym zajmują się w sposób naturalny odbiorcy lub krytycy. To ta druga strona ocenia i określa w ostatecznym rozrachunku. Chcielibyśmy po prostu być jak najbardziej kreatywni, na ile to możliwe odrywać się od szablonu, powtórzeń i przewidywalności. To poprzeczka, do której nam jeszcze daleko. Ale wierzę, że podejście, o którym mówiłem powyżej jest najlepszą drogą ku temu. Tylko tam można oczyścić się z wszelkich naleciałości ( czyli z tego co w nas w ciągu życia naleciało ). Jednocześnie chcemy prowadzić dialog ze sztuką ( nieograniczoną tylko do muzyki ), taką jaką zastaliśmy, czyli odnosić się do tradycji, nawet tej najświeższej, współczesnej. W gruncie rzeczy robimy tylko to co potrafimy i na co nas stać. To wszystko.

- Do czego zmierzam... Twórczość WJ stoi niejako w opozycji do tradycji. Właściwie to tylko klasyczne instrumenty, którymi się posługujecie są takim spinaczem Was z nią łączącym.

- Odrzucenie formuły muzyki komponowanej, jeśli intencjonalnie odsyła ono do kręgu tzw. współczesnej muzyki poważnej, co sugerujemy w nazwie grupy jest naszą formą ustosunkowania się do tradycji. Przy czym jako tradycję traktujemy nawet tę nową, najbardziej awangardową muzykę XX wieku. Chcemy zastąpić stosowane współcześnie metody kompozytorskie czysto intuitywną, spontaniczną grą. Dotychczas nasze odniesienia głównie obracały się w okolicach kameralistyki, ale trzecia płyta, którą przygotowujemy będzie zawierała bardziej bezpośrednie aluzje do różnych, innych form muzycznych, łącznie z symfonią ...

- Na ile bliskie są Wam koncepcje artystyczne dadaistów?

- Dadaizm wiązał się między innymi z odrzuceniem tradycji i kwestionowaniem wartości. Taka postawa nie była zresztą niczym nowym. Znana jest od czasów starożytnego sceptycyzmu i wielokrotnie manifestowała się w historii kultury zachodniej. O tyle więc, o ile właściwa jest nam taka postawa dystansu, postawa ironiczna, sceptyczna, nonkonformistyczna - czujemy się sympatykami tego ruchu, ale o tyle o ile proponujemy coś konstruktywnego - oczywiście nie.

- Czy w życiu też Jesteście tacy sceptyczni, ironiczni i nonkonformistyczni... ?

- Tak, w różnym stopniu i każdy na swój sposób.

- Co w takim razie Tobie przykładowo się nie podoba ... w stosunku do czego zachowujesz duży pokład sceptycyzmu i ironii? Abstrahując w tym momencie od kwestii czysto muzycznych ...

- W stosunku do wszystkiego, nie wyłączając samego siebie. Intelektualnie jestem sceptykiem i relatywistą. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale trudno mi zaakceptować cokolwiek takim, jakie jest: normy społeczne, społeczeństwo, sztukę. Nawet to, że jestem ludzką istotą, a nie czymś innym. Jak widzisz, nie jest mi łatwo. Żeby się nie zanudzić i jakoś przetrwać instynktownie robię różne rzeczy z pozycji gorzkiej dezaprobaty, ale nie muszę chyba mówić, że gdybym mógł, odrzuciłbym wszystko co zrobiłem i zaczął od nowa.

- Równolegle z działaniami muzycznymi, aktywnie udzielasz się na scenie plastycznej, wiem także o Twoich prozatorskich dokonaniach... starasz się poszukiwać w różnych artystycznych projektach. Sądzisz, że jednotorowa działalność nie w pełni przekazuje to co masz do powiedzenia?

- To właściwie temat na całkiem osobną rozmowę. W skrócie mówiąc, właściwie to chyba niewiele mam do powiedzenia, niewiele w sferze wypowiedzi. Początkowo bez reszty interesowała mnie literatura. Miałem poczucie, że jej rozwój dobiegł do jakiegoś kresu i chciałem dokonać w tym jej stadium pewnego rodzaju syntezy, a zarazem podjąć jeszcze jedną próbę z formą wyrosłą z powieści i eposu. W miarę jednak jak pisałem ( w sumie trwało to 14 lat ), stopniowo traciłem zaufanie do tego medium i w ogóle do formy wypowiedzi dyskursywnej. Później jeszcze, nie mogą pisać w tradycyjny, dyskursywny sposób, poddałem język, tekst i samego piszącego, tzn. narratora, autotematycznej analizie w czymś, co przybrało postać dosyć abstrakcyjnego słownika samego siebie. Zrozumiałem, że to koniec, dalej nie mogłem się już posuwać za pomocą słów. Po pewnej przerwie zajmowałem się jeszcze wciąż językiem, ale już pozbawionym jedności znaczeniowej ukrytym pod postacią kodu, rozmaitych kodów. Nośnikami zapisu nie były już książki, tylko przedmioty, które miały swój własny wizualny wymiar. Sam kod traktowałem zresztą też jak przedmiot. Potem powstały rzeźby i obiekty, których sens leży w całkiem pozawerbalnej sferze i które częstokroć niosą jakąś wewnętrzną sprzeczność nie dającą się rozwiązać przy pomocy pojęć. Jak więc widzisz, wszystkiemu u winien mój sceptycyzm i jednoczesne przekonanie, że sztuka nie jest niczym innym, tylko formą poznania. Muzyka czy raczej dźwiękowe medium pociąga mnie przez swą abstrakcyjność. Miałem potrzebę poruszania się w zupełnie abstrakcyjnym materiale. Tu jest też możliwość spontanicznego tworzenia bez koncepcji i długotrwałych przygotowań. Prawdę mówiąc zresztą, nie poświęcam jej tak wielkiej uwagi, jak innym formom działalności. Z muzyką obcuję dużo, ale jest dla mnie czymś w rodzaju hobby.

- Sztuka jest formą poznania... Czy zgłębiając muzykę WJ poznajemy jakąś cząstkę Was samych, obszary penetrowane przez Wasze dusze, myśli ... ?

- Nie wiem, ale właściwie nie o to chodzi. Przez poznanie rozumiem raczej dociekanie tego, co niepojęte, odczytywanie Zagadki, a nie innych ludzi. Mówiąc: sztuka, myślałem zresztą bardziej o literaturze i dziedzinie plastycznej. Nie wiem, na ile muzyka nadaje się jako narzędzie poznania. Jeśli ktoś dzięki niej coś odkrywa, tym samym może to potwierdzić.

- Grając koncerty na pewno obserwujecie Waszych słuchaczy. Jak reagują na Wasze dźwięki? Muzyka WJ z pewnością wyzwala skrajne opinie ... Z drugiej strony na występach takiej grupy zapewne nie trafiają się przypadkowe osoby.

- Na ten temat nic nie potrafię powiedzieć. Nie obserwuję słuchaczy, staram się o nich zapomnieć. Po występie w Mózgu słyszałem oklaski, potem kilka przyjaznych wypowiedzi, ale sam chciałbym z boku usłyszeć jak wypadł koncert. Niestety, nie był rejestrowany. A w kronice klubu nie ma nawet śladu, że tam byliśmy...

- Opowiedz coś więcej o koncercie w "Mózgu"

- Był to naprawdę ważny i przesympatyczny wieczór. Dobrze nam się grało. Koledzy z "Mózgu" stworzyli w tym klubie warunki i atmosferę, w której nie można się czuć inaczej. Po koncercie zostaliśmy zaproszeni na kolację i poznaliśmy kilku fajnych ludzi z Bydgoszczy. Co więcej mogę powiedzieć...

- "Mózg" jest nastawiony przede wszystkim na promocję yassu. Jak odbieracie tą formę improwizowanego grania?

- Żeby być uczciwym, musiałbym się skonsultować z pozostałymi kolegami, nie wiem dokładnie jaki jest ich stosunek do yassu. Myślę jednak, że chyba wszyscy jesteśmy pozbawieni przywiązania do kategorii gatunkowych i po prostu nie ma znaczenia jak co jest nazywane, ważne czy jest to interesujące. Każda muzyka improwizowana budzi nasze zainteresowanie, nie znamy wszystkiego co dzieje się w "Mózgu", ale większość tego co znamy podoba się nam. Jeśli możemy, bywamy czasem na koncertach muzyki z tego kręgu.

- Teraz zapytam o coś bardziej konkretnego. Macie w dorobku dwie płyty wydane przez małe wytwórnie. Dużo egzemplarzy swoich krążków sprzedaliście? Co jak co, ale muzyki WJ zdecydowanie nie da się określić mianem komercyjnej.

- Sporo wydaje się takich rzeczy nawet w Polsce, choć nakłady są zwykle niewielkie. Nasze płyty powoli, ale sukcesywnie sprzedają się i mają też pewien rezonans za granicą. Nakład pierwszej niebawem - po dwóch latach od wydania - będzie wyczerpany, druga rozchodzi się jeszcze bardziej obiecująco.

- A czy zgodziłbyś się z moim stwierdzeniem, że jest ona wybitnie elitarna?

- Nikt z nas nie jest miłośnikiem kultury masowej, to oczywiste.

- Ale chcielibyście docierać ze swoją muzyką do jak największej grupy ludzi?

- Jasne. Choćby do całego świata. A za to, że tak się nie dzieje winimy siebie, bo nie umiemy pisać, komponować i wykonywać tak jak Beatlesi czy Jackson. Dlatego tego nie lubimy.

- Dość wysoko zawiesiliście sobie poprzeczkę.. Stworzyć coś super oryginalnego i niepowtarzalnego to chyba dziś ciężka sprawa ...?

- Każdy kto traktuje sztukę serio rozumie na czym polega jej istota. Tworzyć to znaczy przejawiać inwencję. Konwencja to śmierć sztuki. W żadnych czasach nie było inaczej. Rzecz może w tym, że to podejście ma nie tak wielu twórców jak by się chciało.

- Czy improwizacja jest jedynym narzędziem do udanego przełamywania konwencji w muzyce?

- Nie wiem, czy w ogóle można w ten sposób stawiać sprawę. Wystarczy przyjrzeć się temu, co działo się i dzieje w muzyce: są improwizacje bardziej i mniej ciekawe. Przyjmijmy, że ciekawe jest to, co nie powiela istniejących schematów. Z drugiej strony jest tak wiele interesujących punktów widzenia, które obywają się bez improwizacji... W końcu też nigdy nie było tyle oryginalności i oderwania od tradycji co w tym stuleciu. Niezbyt rozumiem, dlaczego tak stawiasz sprawę, masz przecież jakiś wgląd w sytuację. Czy sądzisz, że dyskredytujemy wszystko czego sami nie robimy?

- Nic takiego nie powiedziałem! Improwizacja czy ściśle przemyślane wcześniej dźwięki... Nie lubię generalizować i uogólniać, wszystko należy rozpatrywać indywidualnie. "Antykonwencjonalizm" można przejawiać na milion różnych sposobów. Ale to temat na całkiem oddzielną rozmowę. Zresztą nie jest to wywiad ze mną tylko z Tobą więc przejdę do następnej kwestii. Mam do Ciebie jeszcze jedno pytanie... Hmmm... Warszawska Jesionka realizuje ideę "muzyki otwartej, uwolnionej od racjonalnych projektów rozumu i iluzji doświadczenia". Czy uważacie, że w pełni Wam się to udaje? Czy to także pomysł na następne płyty?

- Przytaczasz tekst Rafała Księżyka i przyjmujesz jego sformułowanie i opinie za aksjomat. Tymczasem to jego osobiste zdanie. Nie pisał w naszym imieniu tylko w swoim. O tym, o co nam chodzi, mówiłem wcześniej. To on więc raczej powinien odpowiedzieć na pytanie, czy to się udaje. Co do następnych płyt, w realnej perspektywie myślimy na razie o jednej. WJ nie miałaby racji istnienia, gdyby nie realizowała tych założeń, o których mówiliśmy w początkowej części rozmowy. Założenia te są czymś stałym, jakby istotą naszych poczynań, ogólną definicją. Ale "pomysłów" na kolejne płyty, jeśli to tak można nazwać, nie mamy w tej chwili, rodzą się z projektu na projekt, w dużej mierze też w zależności od tego, jakim materiałem z naszych sesji dysponujemy. I bardzo dobrze. Jak już wspomniałem chcielibyśmy nie powtarzać przynajmniej samych siebie. Dlatego też wystrzegamy się przyjmowania czegoś a priori.

- Dzięki za wywiad

Rozmawiał Arkadiusz Zacheja




powrót do WYWIADY >>>

strona główna
wywiady
multimedia
naszywki
kontakt








© FORTLYCK.PL 2006-2011 - redakcja: A.Zacheja - Design by Maniak.