strona główna
wywiady
artykuły
wydarzenia
fotoblog
linki
kontakt
  dark ambient<>industrial<>experimental<>martial

MACIEK SZYMCZUK > ambient plus

Maciek Szymczuk jest bardzo zapracowanym muzykiem. Jego kompozycje powstają w różnych kooperacjach i konfiguracjach osobowych. Najnowszym dziełem Maćka Szymczuka jest powstały we współpracy z brytyjskim gitarzystą Slowtionem - album "Ways".


szymczuk

FORTLYCK.PL: Udzielasz się w wielu projektach muzycznych. Która z tych działalności jest dla Ciebie najważniejsza?

Maciek Szymczuk: Każda jest istotna. W każdej eksploruję trochę inny obszar muzyczny i z żadnej nie chciałbym rezygnować. Wszystkie projekty, w których działam dają mi satysfakcję i żadnego nie traktuję w kategoriach "coś tam na boku sobie zrobię". Oczywiście każdy ma swój czas dojrzewania i nie zajmuję się wszystkim jednocześnie. Gdy pracuję nad jednym projektem, inne czekają i wzrastają w mojej głowie. .

- Dlaczego działasz na scenie muzycznej?

- Tworzenie muzyki jest dla mnie poszukiwaniem jedności ze światem. Także strumieniem energii. Można więc powiedzieć, że moją muzyką próbuję dostroić się do pitagorejskiej muzyki sfer. Staram się, żeby strumienie energii moich kompozycji jak najlepiej oddawały to, co "gra" w mojej głowie i duszy, a jednocześnie były dostrojone do tego, co ponad nami. Można traktować to jako wyrażenie siebie, modlitwę i ewokację tego elementu boskości, który jest w każdym z nas i we wszystkim, co istnieje. A robię to, bo muszę (śmiech). Oczywiście nie dlatego, że ktoś mi każe lub daje do zrozumienia, że jest to mile widziane, ale dlatego, że tak czuję. Muzyka jest dla mnie jak powietrze. Oddycham nią cały czas i jak wstrzymam oddech, to się duszę. A tego nie chcę (śmiech). Czuję, że muzyka jest moją dziedziną i tym, czym powinienem się dzielić z ludźmi. Im dłużej tworzę, tym bardziej mam wrażenie, że to ona mnie wybrała, a nie ja ją. Przepływa przeze mnie, a ja ją tylko uwalniam.

- Ciekawe podejście. Czy dochodzą do Ciebie opinie słuchaczy? Jakie reakcje, wrażenia przeważają?

- Na szczęście dochodzą. Wiadomo, że najczęściej otrzymuję te pozytywne, bo jeśli komuś się nie podoba, to nie podchodzi po koncercie ani nie pisze maila, że stracił czas na kiepski koncert czy słabą płytę. Więc choć na pewno są ludzie, którym się nie podoba to, co gram, to jednak nie czują oni obowiązku, by mnie o tym informować (śmiech). Przeważają plastyczne opisy wrażeń, które wywołała moja muzyka i 'miejsc', do których zaprowadziła słuchaczy. Zdarzają się oczywiście głosy dotyczące warsztatu, choć nie ukrywam - cieszę się, że to, co robię jest odbierane całościowo i intuicyjnie.

- Obchodzi Cię w ogóle- czy ludziom podoba się to co robisz?

- Obchodzi, choć może lepiej powiedzieć, że daje satysfakcję. Bo z jednej strony wiem, że nawet jak nikt nie będzie chciał mnie słuchać to i tak będę dla siebie coś ciągle robił. Nie mam też zamiaru zmieniać mojej muzyki dlatego, że przeczytam albo usłyszę, że powinienem grać inaczej. Ale z drugiej strony mam duży szacunek dla słuchaczy i zawsze chcę dać osobom, które poświęcają czas na słuchanie moich utworów - najlepsze, na co mnie w danej chwili stać. Dlatego cieszy mnie, gdy energia, którą wkładam w nagranie wraca do mnie w pozytywnych opiniach. To dodatkowo uskrzydla mnie do dalszej pracy.

szymczuk

- Ostatnie Twoje wydawnictwo "Ways" powstało we współpracy z artystą o pseudonimie Slowtion. Jak doszło do tej kooperacji?

- Spontanicznie. "Spotkaliśmy" się na japońskiej kompilacji 'Appliance 3: For Commercial And Domestic Use', na której Julian Coope występował jeszcze jako Bolo. Jego utwór moim zdaniem był najlepszy, więc szybko się z nim skontaktowałem. Nie minęło wiele czasu, a Julian przysłał płytę pełną utworów, riffów, zagrywek i sampli gitary. Dostałem wolną rękę w wykorzystaniu tego wszystkiego, co mi bardzo odpowiadało. Siedziałem, słuchałem, wycinałem, bawiłem się dźwiękiem, starałem się zachować jak najwięcej nastroju zawartego w gitarowych fragmentach i tak powstało tych 11 utworów zawartych na 'Ways'. Budująca była końcowa konfrontacja Slowtiona z gotowymi utworami. Ne miał żadnych uwag. Dodatkowo Julian nagrał płytę z gitarowymi reinterpretacjami mojej twórczości. Są na tyle ciekawe i frapujące, że chciałbym kiedyś mieć możliwość ich szerszego zaprezentowania.

- W opisie płyty przeczytać można, że "Ways" to muzyczna wędrówka w głąb siebie, pamiętnik podróży duchowej w poszukiwaniu odpowiedzi o sens ludzkiej egzystencji... Jakie są efekty tej wędrówki?

- W zasadzie cały czas wędruję. Dochodzę do pewnych wniosków. Myślę, że coś wiem, po czym się okazuje, że dalej nic nie wiem. Bardziej świadomie spoglądam na wiele spraw choć nie mam poczucia, że osiągnąłem spokój wynikający z odpowiedzenia sobie na tzw. zasadnicze pytania. Żeby jednak nie było tak pesymistycznie, to na pewno płyta ta przyczyniła się do lepszego zrozumienia przeze mnie muzyki jako takiej i jej roli w moim rozwoju i życiu, a poza tym otworzyła przede mną nowe drogi rozwoju i działania, co mnie szczególnie cieszy.

- Czyli Twoja praca z Slowtionem była zdalna, można powiedzieć - korespondencyjna?

- Tak. Julian przysłał mi płytę wypełnioną swoimi gitarowymi zagrywkami z przyzwoleniem na pełną dowolność w ich wykorzystaniu. Klimat jego nagrań na tyle mi się spodobał, że starałem się jak najwięcej z niego korzystać i w miarę możliwości pozostawić jak największe fragmenty bez mojej interwencji. Po skończeniu materiału wysłałem go Slowtionowi z prośbą o uwagi. Nie miał żadnych, więc chyba nieźle mi poszło (śmiech).

- Gitary wprowadzają do Twojej muzy nieco psychodelicznego klimatu, zdominowały nastrój całej płyty. Czy takie były Twoje zamierzenia?

- Lubię gdy inni muzycy wprowadzają do mojej twórczości nowe wymiary, proponują oryginalne rozwiązania. To z jednej strony wzbogaca moją muzykę, a z drugiej - daje możliwość przyjrzenia się, czy nie warto poszerzyć warsztatu o inne elementy. Poza tym lubię różne odcienie psychodelii, więc tym bardziej mi to nie przeszkadzało.

szymczuk

- A jak wygląda proces twórczy pod kątem użytych środków technicznych?

- Dość prosto. Idziemy do sali prób, perkusista nabija rytm na 4 i jedziemy... (śmiech). A poważnie, to nawet jeszcze prościej. Podstawę stanowi laptop, a w nim kilka programów (podstawowa czwórka to: FL Studio, Ableton Live, Sony Sound Forge i Sonar), dużo rozmaitych wtyczek (efektowych i instrumentów wirtualnych) oraz masa sampli. Do tego dochodzi oczywiście karta dźwiękowa (MOTU), odsłuchy aktywne (M-Audio Studiophile) klawiatura midi (AKAI) i sterownik (Novation). Nie mam jednej metody tworzenia. Niezależnie od tego, czy najpierw jest pomysł na klimat, strukturę, brzmienie, treść utworu czy chęć zabawy dźwiękiem, jest to zawsze działanie stricte wewnątrz komputera. Gdy uznaję, że warto utwór wzbogacić o 'gościnne udziały', wtedy wychodzę 'na zewnątrz' i w zaimprowizowanym studio (mikrofony: MXL i Shure, ekran akustyczny: ręczna robota mojego ojca) nagrywam wokale czy instrumenty.

- Cechą charakterystyczną "Ways" są też bardzo klimatyczne wokalizy autorstwa Twojej żony. Czy myśląc o następnym albumie, zakładasz jeszcze większy Jej udział?

- Tworzenie następcy 'Ways' jest już na bardzo zaawansowanym etapie. Właściwie 80% materiału mam gotowe. I rzeczywiście, udział Joanny jest dużo większy niż na wcześniejszych nagraniach. Myślę, że na "Clouds", bo taki tytuł będzie nosiła moja kolejna płyta, około ? utworów będzie z jej wokalem. Nasza współpraca układa się świetnie. Joanna konsekwentnie rozwija swój warsztat wokalny, jest coraz bardziej pewna swoich możliwości. W połączeniu z moim rozwojem nasza muzyczna współpraca staje się coraz ciekawsza.

- Opowiesz coś więcej o przygotowywanym albumie? Kiedy premiera?

- Nagrania na nowy album stanowią próbę przełożenia na język muzyki - natury i zmienności chmur. Teksty też związane są z tą tematyką, więc w połączeniu z dość oczywistym tytułem i moimi pomysłami na oprawę graficzną płyty, robi się z tego coś w rodzaju koncept albumu. Początkowo miała to być wspólna płyta moja i Łukasza Ciszaka, ale idea i pomysły rozwinęły się i rozrosły na tyle, że oprócz niego na gitarze na płycie będzie można usłyszeć Olka Kałążnego na basie, Michała Sosnę na klarnecie, Slowtiona na gitarze, a także Joannę Kustwan-Szymczuk i Macieja Mehringa na wokalu. Czyli płyta w rodzaju Maciek Szymczuk i przyjaciele (śmiech). Rozwijam na niej dalej moją wizję ambientu+, czyli mieszanki ambientu z wpływami innych stylistyk. Myślę, że będzie można jej posłuchać już w tym roku. Wydawcą będzie ponownie Zoharum, a wstępny termin premiery to październik/listopad.

- Jesteś z wykształcenia socjologiem. Czy ma to jakiś wpływ na projekty muzyczne Maćka Szymczuka?

- Myślę, że nie... W końcu nie nagrywam płyt o grupach czy małych strukturach społecznych (śmiech). W zasadzie nie piszę tekstów ani nie organizuję płyt wokół takich idei. Moje wycieczki' mają raczej kierunek ku wewnątrz i skupiają się na tym, co jednostkowe i właściwe mojemu oglądowi świata. Mam poczucie, że takie tematy są mi bliższe oraz ciekawsze w eksploracji niż moje spostrzeżenia na tematy około-społeczne.

- Dzięki za wywiad

Rozmawiał Arkadiusz Zacheja




powrót do WYWIADY >>>

strona główna
wywiady
multimedia
naszywki
kontakt







copyright