strona główna
wywiady
artykuły
wydarzenia
fotoblog
linki
kontakt
  dark ambient<>industrial<>experimental<>martial

SPEAR > sztuka to aktywność dogłębnie indywidualna

Na początku mojej rozmowy z Maćkiem Ozogiem usiłowałem namówić go do określenia słowo - obrazami tego co proponuje poszukiwaczom dziwnych dźwięków SPEAR. Odmówił tłumacząc się niechęcią do ukierunkowywania potencjalnych słuchaczy, a także narzucania im jedynie słusznych wizji...


spear

AZ: W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że twórczość Spear: "to bardziej wysyłanie sygnału z wyczekiwaniem oddźwięku, ale bez nastawienia na jego konieczność... "Czyli formułując swój manifest artystyczny nie myślicie o odbiorcy?

Maciek : Nie zastanawiam się nad odbiorcą. Nie formułuję żadnego manifestu artystycznego. Próbuję opisywać zarówno na swój użytek jak i użytek pytającego proces twórczy w wyniku, którego powstają publikowane na naszych płytach dźwięki. Twórcza aktywność to w naszym przypadku integralny, a kto wie czy nie naważniejszy element egzystencji. Sztuka w naszym rozumieniu to aktywność dogłębnie indywidualna, prywatna i osobista, w której ujawnia się strumień naszego istnienia i za sprawą, której ów strumień staramy się ukierunkować. Poprzez sztukę uczymy się czegoś o sobie, a równocześnie praktykujemy zmianę.

- Rozszyfrowanie pozostawiacie wolnej ocenie odbiorców. Wynika z tego, że dopuszczacie każdą interpretację, nawet skrajnie odmienną od własnej.

- To jeden z zasadniczych problemów estetyki. Moim zdaniem obie opcje można pogodzić jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że nasza percepcja rzeczywistości zawsze dokonuje się z pewnego, tylko nam właściwego punktu widzenia. Każdy widzi pewien fragment całości obiektywnie istniejącej, o czym może przekonać się wymieniając uwagi z kimś stojącym obok. Postrzega ją jednak ze swej własnej perspektywy. Każdy niesie ze sobą swoją historię, swoje doświadczenia i właśnie w tym świetle widzi świat. Uważam, iż jest to zasadnicze źródło wartości sztuki - dzieło dostarcza kontekstu, udostępnia wiele możliwych ścieżek odczytania. Każdy z nas buduje w obrębie owego kontekstu swoje własne odczytanie , swoją własną ścieżkę interpretacji. Oczywiście w tej perspektywie nie można mówić o jakiejś pełnej, ostatecznej interpretacji. Można się do niej zbliżyć poprzez dodanie poszczególnych odczytań jednak jej ostateczna pełnia pozostaje wciąż poza zasięgiem naszych zmysłów i intelektu.

- Czy pozostaje ostatecznie nieosiągalna?

- To już oczywiście problem metafizyczny, którego rozstrzygnięciu poświęcono miliony godzin i miliardy słów. Nie miejsce ani czas na dodawanie kolejnych. Nasz aktualny problem polega na tym, iż człowiek posiada skłonność do narzucania swej opinii innym. Zamiast słuchać innych, stara się ich zagłuszyć, zamiast dzielić z nimi wiedzę będąc otwartym na nowe spojrzenia, stara się upowszechnić swoje własne ignorancje.

- Uważasz, że w sztuce w ogóle można mówić o dobrej lub złej interpretacji?

- Z mojego punktu widzenia nie ma ani absolutnie poprawnej tzn. prawdziwej ani absolutnie złej - błędnej interpretacji.

spear

- Czy rzeczywiście jeśli artysta tworząc myśli o adresacie jego sztuka nie jest już wypowiedzią odautorską, a czymś zmanipulowanym, wykalkulowanym...?

- Oczywiście, że nie. Poza tym wypowiedź każdego człowieka nie istnieje bez kontekstu. Jest uwikłana w szereg relacji. Kwestią pozostaje to, jakiej natury są owe relacje. Mówiąc, iż tworzę z wewnętrznej potrzeby i w zgodzie z sobą wskazuje jedynie na fakt, że nie tworzę ze względu na reakcje innych. Nie znaczy to jednak, że owa reakcja nie jest dla mnie ważna. Czasami bywa wręcz odkrywcza. Jednak współcześnie wytworzył się swoisty moloch publiczności - bożek, któremu wielu twórców składa siebie w ofierze. A wszystko to by zarobić więcej pieniędzy. Te pochodzą ze sprzedaży. Sprzedaje się to co lubi publiczność. Trzeba więc tworzyć pod dyktando gustów publiczności. Krąg oszustwa zamyka się z niezwykłą konsekwencą i precyzją.

- Jaki artysta jest więc według Ciebie wiarygodny, szczery...?

- W latach sześćdziesiątych jeden z najważniejszych amerykańskich filmowców awangardowych - Stan Brakhage, bez ogródek stwierdził, iż nie ma nic wspólnego z tzw. profesjonalnymi artystami. Mówił, że jest amatorem. Wskazywał przy tym na oryginalne znaczenie tego słowa. Amator to ten kto działa z miłości, z potrzeby serca, a nie dla jakichkolwiek wymiernych korzyści. Pod tą deklaracją podpisuję się obiema rękami. Zdecydowanie jesteśmy amatorami w świecie przekupnych profesjonalistów. Odpowiedź na Twoje pytanie brzmi więc - artysta - amator.

- Odrzucasz ostry podział na biel i czerń, skłaniasz się raczej ku rzeczywistości opartej na różnych odcieniach szarości. Czy światło może być ciemne, a ciemność jasna?

- Znowu wkraczamy na niezwykle trudny grunt metafizyki. Uważam, iż w ostatecznym rozrachunku wszystko wraca do swojego pierwotnego źródła. Jest to wizja holistyczna. Odrzucam dualizm dobra i zła postrzegając je jako dwa oblicza tego samego. Podstawową kwestią, którą należy w tym momencie zrozumieć jest bliska mi starożytna idea emanacji. Kwestia dobra i zła nie istnieje na pierwotnym, najwyższym poziomie istnienia, jednak większość ludzi znajduje się daleko od centrum by nie powiedzieć na samych obrzeżach. Tutaj sprzeczność, dualizm dobra i zła, materii i ducha światła i ciemności wydaje się nierozwiązywalna. Moim zdaniem wydaje się, a nie jest. Jeśli zobaczymy życie człowieka jako proces powrotu do źródła, odwrócenie ewolucji wówczas zobaczymy, iż choć ciągły, przebiega on w pewnych fazach. Sposób postrzegania świata i co za tym idzie zachowania, zależy w świecie od miejsca, w którym aktualnie znajdujemy się na swojej powrotnej dorodze. Bardzo chciałbym być i chciałbym by wszyscy byli tam, gdzie znika dualizm.

- Twórczość Spear to antonim konkretu w muzyce. Całość sprawia wrażenie przypadkowości...

- Jeśli za konkret uznajesz zamknięte i określone kompozycje melodyczno-rytmiczno-harmoniczne to na pewno muzyka Spear jest czymś innym, może nawet tak jak mówisz - opozycyjnie innym.

- Właśnie tak to postrzegam.

- W tym rozumieniu słowo "konkret" ma dla mnie zdecydowanie negatywny wydźwięk. Wskazuje na skostniałość, zamkniętość i sztywność. Ja cenię głębię. Lubię nurkować, preferuję ruch wertykalny. Doprawdy trudno to robić w betonie. Możliwe, że brak tak rozumianej konkretności utrudnia odbiór. To jednak nie mój problem. Znowu musimy rozpocząć od definicji, w tym momencie - przypadku. Potocznie to coś, co staje się poza wolą nie daje się kontrolować, pojawia się nieświadomie. Większość ludzi uważa, że przypadek to objaw chaosu, że w przypadku ujawnia się brak zdolności twórcy do zapanowania nad materiałem i procesem twórczym. Większość ludzi uważa, iż to obniża wartość sztuki. Dla mnie przypadki tak rozumiane nie istnieją, a tym bardziej nie są nacechowane negatywnie. Wynika to oczywiście ze sposobu rozumienia istoty człowieka. Ludzie uważają, że istotą człowieka jest świadomość. Osobiście bliższa mi jest jungowska koncepcja człowieka. Tutaj człowiek to psychofizyczna całość, której równie ważnymi elementami są świadomość i nieświadomość. Jeśli przypadek rozumiemy jako ujawnianie się energii nieświadomości to niewątpliwie nasza muzyka pełna jest przypadku. Powiem więcej - muzyka Spear jest medytacją nad przypadkiem...

- W ogólnej wymowie jawi mi się jako posępna i mroczna ... Klimaty te podajecie jednak w bardzo delikatny sposób.

- Trudno mi komentować takie opinie. Słuchając naszej muzyki jedni popadają w rozpacz, inni płaczą ze szczęścia. Który rodzaj łez spływa po ich policzkach nie zależy ode mnie. Dla mnie nasza muzyka nie jest ani posępna, ani optymistyczna. Jest po prostu afirmacją życia rozumianego jako pełnia doznań.

- Odnajduję w niej pochwałę indywidualizmu, ludzkiego wnętrza, duchowości. Na ile się z tym utożsamiasz?

- Nie jest to pochwała tylko właśnie afirmacja. Uważam, że każdy człowiek jest w pełni odpowiedzialny za swoje życie. Nie chcę i nie mam możliwości nikomu dyktować jak ma spełniać swe dni na tej ziemi. Nie pozwolę także by ktokolwiek mówił mi co mam robić ze swoim życiem. Oczywiście ważny jest dla nas tzw. duchowy wymiar egzystencji. W kulturze zachodu owa duchowość wiąże się z transcendencją. Jej źródłem jest bóg istniejący poza światem i ze swego odległego miejsca tworzący, kierujący i osądzający ludzkie życie. Duchowość w tym ujęciu to skupienie na przestrzeganiu praw boskich i dążeniu do boga. Na tej drodze człowiek niewiele ma do powiedzenia. W ostatecznym rozrachunku nie on decyduje o swoim losie. Nam bliższa jest buddyjska koncepcja duchowości.

- No właśnie. Jak to wygląda w buddyźmie?

- Buddyzm charakteryzuje przekonanie o możliwości samowyzwolenia jednostki. Idea ta jest samym jego centrum. Wyzwolenie jednostki zależne jest nie od zewnętrznej siły, przeznaczenia, fatum, łaski etc. lecz od samego człowieka. Posiada on w sobie możliwości rozwoju i tylko od niego samego zależy czy i kiedy ów cel osiągnie. To co jest nam najbliższe to uznanie, iż człowiek poprzez swój własny wysiłek może stać się istotą niezależną, ale równocześnie sam jest za siebie odpowiedzialny. Innymi słowy - to co go spotyka zależy tylko od niego.

- A czy w jakiś tam sposób nie oddziaływują na nas czynniki zewnętrzne? Człowiek nie żyje na pustyni, jest częścią jakiegoś społeczeństwa - uwikłany w różnego rodzaju relacje, układy etc. To z pewnością ma jakiś wpływ na jego suwerenne decyzje i działanie...

- Tutaj ujawnia się przepaść między postrzeganiem rzeczywistości, rozumieniem świata i człowieka w kulturze europejskiej i wschodniej, szczególnie w buddyjskim kręgu kulturowym, ale też w hinduiźmie. Jeśli zrozumie się pojęcie "karmy" i oczywiście reinkarnacji wowczas wszystko staje się jasne. Właśnie dlatego, że urodziłem się tu i teraz, nie wszystko jest tak proste i jasne. Ale właśnie to, że urodziłem się tu i teraz nie jest następstwem przypadku, lecz logicznym wynikiem tego, co robiłem kiedyś i gdzieś. Dlatego działając tu i teraz ty sam determinujesz swą przyszłość - tzn. przyszłe wcielenie. Na tym polega odpowiedzialność za siebie - tu znajduje się źródło mocy, ale i pustynia słabości.

- Pozwolisz, że zacytuję inną Twoją wypowiedź z wspominanego wcześniej wywiadu - "komunikacja pomiędzy ludźmi dokonuje się na płytkim poziomie znaków, a nie głębszych treści". Mógłbyś tą myśl nieco rozwinąć. Co jest dla Ciebie najważniejsze w komunikacji z drugim człowiekiem?

- Płytka komunikacja, która jest plagą naszej ery to komunikacja nastawiona na przekaz, nie odbiór. Krótko ujmując - każdy chce mówić, nikt nie chce słuchać. Więcej, każdy chce mówić o sobie, a prawie nikt siebie nie zna. Stąd zalew pustosłowia, komunałów, kłamstw świadomych i częściej nieświadomych . W komunikacji z drugim człowiekiem najważniejsza jest dla mnie przede wszystkim wymiana doświadczenia, nastawienie na nauczenie się od...

-Życie człowieka ma być taką drogą do celu, którym jest samowyzwolenie, własny rozwój i samodoskonalenie?

- Tak. Ono nie "ma być" lecz jest. Zdecydowanie.

- Na czym w ogóle według Ciebie polega "rozwój jednostki"?

-Zbyt trudne, by odpowiedzieć w dwóch zdaniach. Zbyt trudne bym w ogóle mógł odpowiedzieć. Poza tym wszystko co wiąże się z "rozwojem człowieka" nie daje się tak po prostu opisać. W każdym razie ja nie czuję się na siłach o tym opowiadać. Zbyt duża odpowiedzialność. Możliwe, że ja coś źle rozumiem, możliwe, że ktoś źle zrozumie. Zbyt wiele możliwości powstania zamętu i błędu.

-OK. Rozumiem... Właściwie to chyba każdy sam powinien odpowiedzieć sobie na to pytanie. Dzięki za możliwość pogadania.

Rozmawiał Arkadiusz Zacheja




powrót do WYWIADY >>>

strona główna
wywiady
multimedia
naszywki
kontakt







copyright