strona główna
wywiady
artykuły
wydarzenia
fotoblog
linki
kontakt
  dark ambient<>industrial<>experimental<>martial

MULTIPOINT INJECTOR / WULGATA > amalgamat dźwiękowy

Wulgata jest projektem delikatniejszym i bardziej przestrzennym. Jak mówi jej twórca - więcej w niej spokoju i powietrza. Multipoint Injector cechuje z kolei większa surowość i agresywność. Rozmiawiałem ze Spiritus Movens obu tych projetów, miłośnikiem prostoty i oszczędnego brzmienia - Absteinerem. .


abstainer

FORTLYCK.PL: Uczestniczysz w dwóch projektach muzycznych. Prowadzisz małe wydawnictwo. Która działalność jest dla Ciebie najistotniejsza? Której poświęcasz więcej czasu?

Abstainer: Przez dekadę trochę się tego uzbierało. Myślę, że czas, który poświęcam projektom i wydawnictwu zależy przede wszystkim od wewnętrznej potrzeby. Zarówno Wulgata jak i Multipoint Injector mają dla mnie duże znaczenie, przede wszystkim terapeutyczne (śmiech). Mizantrophy nie jest i nigdy nie będzie czymś na miarę Beast of Prey czy Zoharum, niemniej jednak daje mi odprężenie i satysfakcję. Cieszę się, że dzięki temu co robię poznałem parę wspaniałych osób i mogłem podzielić się z nimi swoja pasją!

-Jak w paru słowach nazwiesz dźwięki, które penetruje Wulgata i Multipoint Injector?

- Gdybym chciał "typowo" odpowiedzieć na twoje pytanie rzekłbym, że Wulgata to fuzja dark ambientu i folku, a Multipoint Injector - industrialny ambient. Drażnią mnie jednak etykiety. Staram się unikać tendencyjnego nazywania muzyki, szufladkowania jej i segregowania. Z drugiej strony wiem, że tego nie wyeliminuję. Wulgata jest delikatniejsza, bardziej poukładana, więcej w niej melodii, spokoju i "powietrza". Multipoint Injector to materiał agresywniejszy. Tworząc dźwięki przy tym projekcie, mogę pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa, a to z kolei pomaga zachować równowagę (śmiech).

- Wulgata powstała przed dziewięciu laty. Projekt założyłeś wraz z Robertem Ładą. Czy to nadal duet?

- Kawał czasu! Tak, Wulgata to pomysł mój i Roberta. Projekt powstał po wspólnym obejrzeniu "Ostatniego kuszenia Chrystusa" Martina Scorsesse. Razem zarejestrowaliśmy pierwszy, oficjalnie nie wydany, materiał - "Seditio". Potem, na krótko, dołączyła do nas Ania Sikorska i już jako trio nagraliśmy mini-cdr - "Echoes of 3rd". Było też parę kawałków na składanki w tym "City Songs" wydawaną przez Requiem Records. Niestety w pewnym momencie projekt zawiesił działalność. Każdy zajął się swoimi sprawami. Na początku 2007 roku postanowiłem Wulgatę wskrzesić. Nagromadziło się wiele pomysłów, pojawiła się potrzeba zrobienia czegoś razem (śmiech). Jednocześnie odezwał się Infamis z Beast of Prey z propozycją wydania płyty. Tak pojawiło się oficjalne wydawnictwo "Echoes of the past...not far away". Niestety Robert miał inne zobowiązania i nie pojawił się w składzie Wulgaty. Już po tym fakcie zarejestrowałem "Ressurection of those days..." W tej chwili kończę kolejny materiał i szukam wydawcy. Być może jeden z utworów jaki się pojawi będzie autorstwa Roberta. Pracuję nad tym (śmiech).

- Multipoint Injector to termin motoryzacyjny... Czy właśnie stąd wzięła się nazwa Twojego projektu?

- Zgadza się (śmiech). Z nazwą to było tak. Wracając do domu, rozmyślałem jak nazwać projekt muzyczny nad którym pracowałem z kolegą. Wtedy jeszcze działaliśmy jako duet. Na poboczu stał uszkodzony samochód, a tuż nad marką widniała naklejka z napisem "multipoint injection" czyli wielowtrysk. Pomyślałem, że to świetna nazwa dla projektu o surowym, niemalże industrialnym brzmieniu. Zmieniłem tylko końcówkę i tak już zostało. Ktoś potem dorobił do tego filozofię - multipoint czyli wielopunktowy, wielowymiarowy, różnorodny etc. Było wesoło. Geneza wszak jawi się trywialniej co nie znaczy, że nie jestem z niej zadowolony.

- Zapoznając się z recenzjami wydawnictw Multipoint Injector, dużo w nich pochwał dla minimalizmu, przy pomocy którego budujesz bardzo nieszablonowe kompozycje. Lubisz proste i nieskomplikowane rozwiązania?

- Lubię prostotę. Od lat cenię wykonawców pokroju Lull, Thomasa Konera. Nie oznacza to bynajmniej braków w warsztacie czy chęci wyboru łatwych rozwiązań. Proste i oszczędne brzmienie ma swój niewątpliwy urok czego przykładem jest chociażby Moan czy Hoarfrost. Ileż w nich energii i pomysłowości! Niektórzy lubią kompozycje ociekające zdobnikami i napompowane samplami. Ja odbijam w druga stronę...Chyba, że zajmuję się materiałem Wulgaty (śmiech), ale to jak wspomniałem wcześniej jest zależne od nastroju.

- Jeśli mowa o nastroju..., to w jakim Ci się najlepiej pracuje? Ma to na Ciebie jakiś wpływ?

-Tak jak wspomniałem wcześniej Multipoint jest bardziej drapieżny, wybuchowy. Wulgata natomiast wprowadza element wyciszenia...chociaż nie zawsze. Czasami te dwa projekty się przenikają i jakiś element charakterystyczny dla Wulgaty pojawi się w kompozycji Multipointa. Albo odwrotnie. Pytasz w jakim nastroju najlepiej mi się pracuje? Myślę, że jest to kwestia tzw. weny, a nie nastroju. Nie siadam do pracy kiedy jestem zły czy melancholijny. Czasami wpadnie coś w ucho - jakiś dźwięk czy fajna nazwa, która uruchamia reakcję łańcuchową i tak powstaje amalgamat dźwiękowy...Czasem lepszy, czasem gorszy. Ostatnio więcej czasu poświęcam Multipointowi - ot chociażby przez wzgląd na split, który przygotowujemy z Hoarfrost.

- Sporą część Twojego czasu wypełnia muzyka. A czym się jeszcze zajmujesz? Zawsze mnie ciekawiło co twórcy dark ambientu czy industrialu robią "w cywilu" (śmiech).

- Pracuję w sklepie muzycznym, więc mam do czynienia z muzyką 24 godziny na dobę...Czasami to pomaga, czasami dekoncentruje. Oprócz tego jestem szczęśliwym mężem i fanem prac ogrodowych... Jak więc widzisz nie należę do grona zamkniętych w sobie dziwaków eksplorujących mroczną, muzyczną materię. Chodzimy z żoną namiętnie do kina i zbieramy filmy na dvd. Dziesiąta muza ma decydujący wpływ na kompozycje, szczególnie Wulgaty, która jak pisałem wcześniej powstała pod wpływem filmu (śmiech).

- Twojej żonie podoba się to co tworzysz w Multipoint Injector i Wulgacie...?

- Mam wspaniałą żonę! Dogadujemy się bezproblemowo. Żona wychowała się na takich samych dźwiękach jak ja, więc wspiera mnie, odsłuchuje, czasami coś doradzi bądź zwróci uwagę na irytujące fragmenty (śmiech). Jest przy tym uważnym słuchaczem, więc Pierwszego Cenzora mam w domu...Myślę, że Fana również.

- Na jakim sprzęcie tworzysz swoje dźwięki?

- Używam komputera. Sample robię sam, korzystając z dyktafonu. Czasami używam również wirtualnego keyboardu. Na początku działalności Multipoint Injector nagrywaliśmy materiał na żywo przy pomocy mikrofonów i efektów gitarowych. Kolega obsługiwał gitarę basową i didgeridoo, co najlepiej słychać na materiale - "Geonosis". Oczywiście całość zgrywana była na "peceta" i remasterowana. Brzmiało to surowo i ciekawie. Cieszę się, że taki sposób komponowania pojawił się w mojej "karierze" (śmiech). Przełomem była epka "Solfatara", nagrana w całości na komputerze. W ten sposób komponuję do dzisiaj.

- Przy tworzeniu i obróbce korzystasz z jakiegoś specjalnego programu komputerowego?

- Od dekady nie zmieniłem swojego zamiłowania do "Sound Forge`a" i "Acid pro". Zmieniały sie tylko cyferki przy nowych wersjach tychże. Może powinienem wypłynąć na szersze wody cyfrowego muzykowania, ale z tym jest mi dobrze, więc niczego nie zmieniam. Tak jak wspomniałem wcześniej, Multipoint zaczynał jako projekt z "żywymi"instrumentami. Może kiedyś do tego wrócę? Póki co staram się tworzyć dobre sample bo w nich drzemie potencjał utworu. Oczywiście także w odpowiednim ich ułożeniu! Jak widzisz nie ma w tym niczego specjalnego. Prostota, a w niej siła. Ktoś mi kiedyś tak powiedział...Trzymam się tego.multipoint

-Jakie masz pomysły i zamierzenia odnośnie dalszej działalności swoich projektów muzycznych. Zakładasz może w przyszłości występy sceniczne. Przyznam, że po przesłuchaniu kompozycji czy to Wulgaty czy MI uważam, iż mają one spory potencjał koncertowy.

- Dziękuję za te słowa! Potencjał...to brzmi naprawdę miło dla ucha! Co do pomysłów - szukam wydawcy którego zainteresuje nowy materiał Wulgaty. Jest on już prawie gotowy. Oprócz tego pracuję nad utworami na split z Hoarfrost. Na miesiące letnie przewidziałem wydanie składanki - "Still the same after years", na której oprócz moich projektów pojawią się również Moan, Dead Factory i Contemplatron. Swoją obecność zapowiedział także Infamis. Jeśli chodzi o występy sceniczne, to opcja ta raczej odpada. Wulgata i Multipoint to projekty stricte "studyjne". Nie wiem czy odnalazłbym się przykurczony na scenie nad laptopem...Nie należę do ludzi garnących się do występów na żywo. Chyba zjadła by mnie trema (śmiech). Niemniej dziękuję za miłe słowa!

- Na pewno spotykasz się z opiniami co do odbioru swoich dźwięków przez słuchaczy. Pojawiają się jakieś ciekawe określenia, interpretacje?

- Jakoś nie mam z tym problemu. Ci, którzy nigdy nie mieli do czynienia z dźwiękami o podobnej strukturze podnoszą brwi, ale raczej nie nękają mnie pytaniami w stylu - "co to jest?", "jak to się je?" Owszem, ktoś kiedyś zauważył, że utwory Wulgaty mogą pełnić rolę ścieżek dźwiękowych. Dla mnie to komplement, ale do pisania muzyki filmowej daleka droga. Multipoint też wymyka się jednoznacznym określeniom. Słyszę jednak czasami nazwy w stylu: dark ambient(najbardziej popularne) czy industrial (irytujące) (śmiech). Generalnie odbiorcy, którzy zainteresowali się tym co robię przechodzą nad tym wszystkim do porządku dziennego. Padają wtedy słowa - "fajna muzyka","fajne dźwięki". Rekompensuje mi to zarwane noce. Są to jedne z najlepszych recenzji jakie mogłem usłyszeć. Bez długich wywodów, porównań i szuflad. Na moim profilu jeden z gości napisał po prostu- "dzięki za ten kawałek". Chodziło o "Cold" z "Crionicles" Multipoint Injector. To był najprzyjemniejszy z komplementów!

- Dzięki za wywiad.

- Dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego dobrego.

Rozmawiał Arkadiusz Zacheja




powrót do WYWIADY >>>

strona główna
wywiady
multimedia
naszywki
kontakt







copyright