strona główna
wywiady
artykuły
fotoblog
linki
kontakt
  dark ambient<>industrial<>experimental<>martial

MANTA BIROSTRIS > punkowy noise i bliskowschodnia ornamentyka

Mantę Birostris polubiłem od pierwszego przesłuchania. Zacząłem od "Tasamouh", która to płyta zawładnęła moim sercem. Wydane pod koniec ubiegłego roku "Przeklęte Oko Proroka" również nie pozostawia obojętnym. Miałem okazję porozmawiać z Adamem Sokołem - spritus movens Manty, prywatnie terapeutą uzależnień, miłośnikiem broni palnej, sportów walki i biegów ekstremalnych oraz specjalistą od rozmów na tematy Boskie...




Manta Birostris

Fort Lyck: W ubiegłym roku ukazał się drugi, pełnowymiarowy album Manta Birostris zatytułowany "Przeklęte Oko Proroka". Materiał na razie dostępny jest w wersji do pobrania. Kiedy ukaże się zapowiadana wersja kasetowa płyty?


Adam: Najprawdopodobniej w kwietniu. Tomek & Sorry Hombre na brak chętnych do wydawania na tym nośniku nie narzeka. Celujemy więc w kwiecień.


- Skąd pomysł aby krążek był dostępny akurat na kasecie?


- Przypadek. Gdzieś w sieci brałem udział w rozmowie na temat płyty "Tribute to Guernica Y Luno" i wrzuciłem pomysł powołania projektu "Tribute to Anti Armia". Zaczęła się dyskusja, która jednak zakończyła się tym, że nikt takiego Trybutu nie wyda. Choćby ze względu na kwestię ZAIKSu. Chętnych kapel byłoby jednak sporo. W pewnym momencie Tomek napisał, że on mógłby to wydać we własnej wytwórni: Sorry Hombre Records. Oblukałem jego stronę, wymieniliśmy kilka maili, wysłałem materiał Manty. Tomek odsłuchał i odpisał mi, że chętnie w to wejdzie, bo materiał warty jest wydania. Wcześniej rozważałem kompakt w limitowanej ilości 50 sztuk. Kiedy zobaczyłem jednak jak Tomek ładnie i starannie wydaje kasety to od razu pomyślałem : "walić cedeki", zrobię  kolekcjonerskie taśmy dla znajomych. Zobacz tylko jak pięknie Sorry Hombre wydało Siksę, albo Jodie Faster. Więc wstępnie zrezygnowałem z wydania CD na rzecz kasety. A jak już zrezygnowałem to pojawił się Jonathan Rapp ze Stanów i zaproponował, że za oceanem wyda małą, anglojęzyczną wersję płyty. Podsunął też swoją wersję okładki i oprawy graficznej. Oczywiście nie mogłem się nie zgodzić. Jest jeszcze jeden dla mnie ważny element małych nakładów. Jak rozprowadzisz materiał wśród zainteresowanych pojawia się motywacja do zrobienia nowych numerów. (śmiech) Wciąż w planach jest też płyta czarna. Kilku znajomych mnie nieustannie zachęca. Na tą chwilę nie stać mnie jednak żeby wyłożyć 1000 euro na 100 szt płyty. Wiem oczywiście, że taki mały nakład winylowy raczej by się sprzedał, ale poczekam jeszcze chwilę. Poza tym kaseta jest hipsterska i szpanerska! A co! (śmiech)


- Nie wątpię, że kaseta wydana w Sorry Hombre Records będzie dopieszczona i wydana w ładnej oprawie graficznej. Nie sądzisz, że ograniczasz sobie jednak grono odbiorców? Na chwilę obecną mało kto już dysponuje deckami, a jeszcze mniej ich regularnie używa.


- Szczerze mówiąc nie jestem przekonany czy odbiorcy twórczości Manta Birostris na pewno zakupią CD bo wielu z nich odsłucha tylko płytę na bandcampie czy youtube... Najczęściej kompakty nabywają moi koledzy z osiedla, znajomi z załogi etc.  Oczywiście argumentem jest, że często pisma, ziny czy blogi muzyczne nie chcą recenzować muzyki bez fizycznego nośnika, a kaseta dodatkowo może jeszcze sprawiać problem bo tak jak mówisz - wielu nie ma decka czy zwykłego radiomagnetofonu. Z tym, że w moim przypadku najczęściej nie otrzymuję od nich jakiejkolwiek odpowiedzi, nie mówiąc o recenzji... Chyba więc i tak nic nie tracę (śmiech).  Poza tym mam szansę dotrzeć do nowych odbiorców - kolekcjonerów kaset, których w Polsce przybywa. No i oczywiście jak ktoś się uprze na kompakt - będę miał partię amerykańskich wydań.


- W jakim składzie gra teraz Manta Birostris? Czy to tak naprawdę Twoja osoba + muzycy sesyjni?


- Manta na początku była duetem, potem trio i kwartetem, aż w końcu zostałem sam (śmiech). A tak na serio - zakładałem kapelę spontanicznie z perkusistą Semirem. Nie myśleliśmy za dużo o nagraniach. Chcieliśmy trochę pohałasować na żywo. Semir postawił wówczas na math core'owy There Is No Tomorrow, w którym równocześnie grał na perce. Potem doszli inni, ale koncertowy skład posypał się z wielu różnych powodów. Skupiłem się więc na projekcie studyjnym. Czasem tylko gram jakieś rozimprowizowane koncerty jak choćby ten dwa lata temu w artystycznej komunie Steiger House na warszawskim Gocławiu. Na dzień dzisiejszy można powiedzieć że Manta to bardziej jednoosobowy projekt, ale to też swoista diaspora do której zapraszam inspirujących i interesujących muzyków. W moim kotle mielą się różne style i gatunki. Nie mam żadnych ograniczeń. Zawsze wzorem takiej wspólnotowości był dla mnie warszawski IZRAEL. Tworzyło go kilka osobowości plus zaproszeni goście i przyjaciele. Przez Manta przewinęło się mnóstwo bardzo ciekawych muzyków. Na przykład syryjski artysta - Adib Chamoun. Żałuję, że nie udało mi się z nim nagrać ani zagrać nic więcej poza dwoma trackami na "Tasamouh". Także Pablo Mamryk - zwariowany saksofonista czy świetna wokalistka soulowa - Julka Januszczyk, która niestety na "Tasamouh" nie pokazała całego drzemiącego w niej potencjału. Nie mówiąc już o takich artystach jak Expert czy Drut z Inkwizycji. "Przeklęte Oko Proroka" nagrywałem zaś przez prawie rok z kolegami z warszawskiego  stoner metalowego MARY & the HIGHWALKERS. Szykuje się  wolta stylistyczna bo możliwe, że drugim stałym członkiem Manta zostanie wrocławski gitarman Bartes Duszkiewicz, znany z O.D.R.A. Wszystko więc wskazuje na to, że Manta znowu będzie duetem, choć myślę, że ostatnie słowo w kwestii muzyki, przekazu i całokształtu Manta Birostris zatrzymam dla siebie.

Manta Birostris

- Na swoje potrzeby to co gra Manta Birostris określam jako noise punk. Bez wątpienia korzenie Twojego bandu tkwią w hc/punku. Słychać też wpływy kapel takich jak Godflesh, Scorn, Neurosis i innych pionierów rockowego hałasu itp. Zgodzisz się ze mną?


- O tak, zdecydowanie korzenie mam punkowe. Jestem wręcz przeżarty hardcore punkiem. Czuję się  związany ze sceną punkową co najmniej od 1990 r . Dzisiaj zdecydowanie luźniej bo mentalnie jest nuda i przewidywalność. Od zawsze traktowałem punk bardziej jako platformę czy punkt odniesienia, również w sferze idei. Są też dla mnie nurty (poza wyjątkami) totalnie nieprzyswajalne, np. polski pogo street punk. Duży wpływ na moje postrzeganie punk rocka miała nowotarska oficyna wydawnicza NNNW. Uszaty i Wołu wydawali w swoim czasie bardzo ciekawe i nieszablonowe płyty. To samo tyczy się Anteny Krzyku, która w latach 90-tych mocno promowala noise rock... Myślę że w ostatnim czasie tego pierwiastka"noise" było w mojej twórczości dużo mniej. Mam wrażenie że na  "Przeklętym Oku Proroka" za to więcej słychać właśnie takiego transowego "para" metalu. Różnicę zrobiła bardziej metalowa, rockowa produkcja. Za gałkami siedział metalowiec - Patryk Kozera, zdolny uczeń Novego z Vadera. Sekcję rytmiczną również tworzyli metalowcy. Więc jeżeli określasz moją twórczośc noise punkiem, to jak najbardziej jestem za.  Nie mam najmniejszych problemów z szufladkami. Zależy to przecież od konkretnego słuchacza i wszystko już zostało wymyślone. Moja twórczość jednym przypomina Dezertera, komuś innemu Atomico Patibulo, Dead Can Dance, Yakuzę, THCulture, OM,  nawet Toola!  Co recenzja to coś nowego. Jeśli chodzi o inspiracje to mógłbym wzorem norweskich blekmetalowców powiedzieć, że inspiracją były dzwięki lasu albo szelest górskiego wiatru albo bardziej ekstrawagancko - szmer spuszczanej wody w kiblu. Byłoby to jednak nieszczere i niezgodne z prawdą (śmiech). Na pewno dużą inspiracją, obok bliskowschodniej muzyki etnicznej jest dla mnie brytyjska około birminghamowska scena przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Muza skupiona wokół rdzenia: Napalm Death, Godflesh, Meathook Seed, G.O.D... Śledzę nieustannie ewolującego artystę - Micka Harrisa. Przyznaję, że w "Ezekielu" choć może tego nie słychać, zżynałem na maksa z wczesnego Scorna. Patenty z przetwarzaniem i nakładaniem vocali to na pewno podsłuchane właśnie u niego . Tytułowy utwór "Przeklęte Oko Proroka" jest świadomym nawiązaniem do przegenialnej "Souls at Zero" Neuroli, którzy dzisiaj już niestety trochę przynudzają...


- W muzyce Manta Birostris słychać też duże fascynacje Bliskim Wschodem, Izraelem, krajami arabskimi? Dalej będziesz rozwijał kompozycje zespołu również w tym kierunku?


-To wypadkowa pewnych zbiegów okoliczności. Od dziecka bardzo dużo czytałem o rozmaitych kulturach. Prym wiódł tu Alfred Szklarski i Arkady Fiedler. Jak każdy chyba dzieciak czasów końca komuny z niecierpliwością oczekiwałem na kolejne programy Halika i Elżbiety Dzikowskiej. To wszystko budziło we mnie ogromną ciekawość. A potem odkryłem książki słynnego polskiego etnografa Malinowskiego - "Życie seksualne dzikich" i to był strzał w dychę! W 1990 r. na kontrakt do irańskiego Quavzin wyjechał mój starszy brat, który pracował  przy budowie elektrowni. Po powrocie bardzo dużo opowiedział mi o bardzo restrykcyjnej szyickiej kulturze Iranu. To tylko rozpaliło moją szczeniacką wyobraźnię w czasach przedinternetowych. Pod koniec lat 90-tych wciąż  interesowałem się kulturami starożytnymi, a nawet paraokultystycznymi . Wówczas klimat w naszej załodze był sprzyjający. Działał Jacek "Żaba" Żędzian, który założył mistyczno - indiański thrash punkowy Tomahawk i dwa okołoindiańskie fanziny. Połowa załogi punkowej była wkręcona w Ruch Przyjaciół Indian i sporo lokalnych kapel śpiewało teksty indiańskie. Moja siostra też mocno w tamtych czasach siedziała w indiańskości, odwiedzała nas masa ludzi z całej Polski. Mnie wtedy jednak bardziej interesowała ezoteryka, która z perspektywy czasu okazała się bardzo niebezpieczna.  W początkach 2000 roku pomieszkiwałem w Belgii. Tam poznałem wielokulturowe klimaty brukselskiego Schaerbeek czy Brabantu. Mieszkało tam wielu Marokańczyków, Algierczyków, Tunezyjczyków, Palestyńczyków, mieszkańców Ghany, Senegalu, Somalii... Ludzie grali na ulicach albo w maleńkich folkowych sklepikach. Było to bardzo poruszające doświadczenie. Taki najważniejszy moment nastąpił jednak w 2007 roku kiedy pierwszy raz wyjechałem na Wschód, do Afganistanu. Potem były inne kraje. Doświadczenia te zaowocowały próbą przeniesienia muzyki etnicznej i ducha owych krajów w nasze polskie realia. Przez dużą część mojego życia, szczególnie po upadku komuny, kiedy podróżowanie stało się możliwe,  obracałem się wokół wielokulturowości i zawsze mnie ta wielokulturowość pociągała, nawet jeśli odkrywałem również jej mroczne strony. Co do Izraela i kultury żydowskiej to jeszcze 80 lat temu Żydzi stanowili pokaźny procent ludności naszego kraju. W niektórych miasteczkach byli 80% większością! Niewiele z tej kultury przetrwało do dnia dzisiejszego. Pozostały nieliczne synagogi czy obiekty muzealne. Wieloma miejcami nie interesuje się ani państwo polskie ani wspólnoty żydowskie. Ta kultura, język jidysz, różne odłamy judaizmu to również część polskiej kultury na takich samych zasadach jak spuścizna ukraińska, białoruska, tatarska czy łemkowska. Osobiście mam wielu znajomych pochodzenia żydowskiego. Poza tym zwróć uwagę, że masa ludzi przychodzi na festiwale kultury żydowskiej, koncerty klezmerskie itp. Przecież na te imprezy chodzą nie przyjezdni Żydzi tylko Polac... Ja też nie wypieram się swojej polskości, kultury i korzeni,choć nie mam zamiaru ich nie wiadomo jak gloryfikować. Nie znaczy to jednocześnie, że jestem bezkrytyczny wobec problematyki żydowskiej/izraelskiej po II wojnie światowej. Miałem  przyjemność zobaczyć współczesny Izrael osobiście i swoje przemyślenia zawarłem właśnie na ostatniej płycie. Kiedy powstawała Manta Birostris, od samego początku wiedziałem i czułem, że ta bliskowschodnia melodia jest tak rzewna i piękna, iż warto ją szerzej zaprezentować. Wszelkie próby mieszania ornamentyki bliskowschodniej z szeroko rozumianym rockiem i muzyką gitarową, najczęściej dają ciekawe i niepowtarzalne efekty. Będę kontynuował bliskowschodnie wątki zarówno muzycznie, jak i tekstowo. Jednocześnie coraz częściej łypię okiem na Bałkany, których historia jest dla mnie łakomym kąskiem do obrobienia na punkowo/metalową modłę. Podobnie myślę o Kaukazie - Gruzji, Armenii, Osetii, Azerbejdżanie...


- Domyślam się, że "niestałość" składu Manta Birostris powoduje trudności w koncertowaniu, ale czy planujesz promocję nowej płyty poprzez jakieś pojedyncze koncerty? Póki co słyszałem o jednym, podczas tegorocznego festiwalu Rock Na Bagnie...


- Na pewno. Teraz żywe granie staje się coraz bardziej realne. Możemy robić próby we Wrocławiu, gdzie będziemy przygotowywać materiał koncertowy. Krystalizuje się ciekawy skład. Koncert na "Bagnie" w Goniądzu natomiast to bardziej kameralne, jednoosobowe przedsięwzięcie. Będę miał zaszczyt grać w świetnym towarzystwie - z Pauliną ( The Pau ) i Pawłem Gumolą ( wiadomo ). To ma być "Wieczór Bardów" w jednoosobowej konwencji - człowiek plus gitara. Zaśpiewam coś z każdej płyty. Liczę że przyjadą starzy znajomi coby zobaczyć kumpla z osiedla (śmiech).


- Wiem, że w "cywilu" Jesteś terapeutą uzależnień. Czy doświadczenia wyniesione z tej działalności mają jakiś wpływ na to co tworzysz w Manta Birostris? Może odreagowujesz to poprzez muzykę?


- Na pewno historie tragedii ludzkich, które słyszałem z wielu ust nie spływają po mnie. Od czasu do czasu nawet nie pozwalają zasnąć... Zdarza się, że moja praca jest dla mnie przekleństwem bo ludzie powierzają mi swoje najmroczniejsze sekrety, a ja się później zastanawiam jak to możliwe, że w tych często bardzo fajnych ludziach jest tak mało dobra... Bez wątpienia historie te mają jakiś wpływ na Manta Birostris. Poza tym sam w jakimś sensie jestem patologią, bo cytując śp "Kotana" - "żeby pracować z patologią, samemu trzeba mieć coś z patologii". Jedną z takich osób które mi się przypominają jest dzieciak z którym miałem kontakt przez 5 lat. o był całkiem nieźle życiowo ogarnięty człowiek, skończył zawodówkę, poszedł do roboty, kupił auto. Potem jednak zmienił towarzystwo, zaczął wąhać metę i ...zamordował ojca. Te zawodowe doświadczenia chciałbym kiedyś zapisać na osobistej i kameralnej płycie solowej. Mam już kilka gotowych piosenek, które nie pasują do Manty. Są mroczne, półakustyczne, ale i bogatsze w moje ulubione molowe melodie. Tyle zła jest wokół. Może warto więcej śpiewać o nadziei i miłości. Myślę, że w przyszłym roku uda mi się taki czteroutworowy projekcik zrealizować. Powiem jeszcze tylko tyle, że duzo bardziej odstresowują mnie sporty ekstremalne. Kocham to równie mocno jak muzykę. Sport jest w stanie "przewietrzyć" mnie jednak dużo lepiej.


Zgłaszają się do Ciebie osoby ze sceny, muzycy itp?


Kilka rozmów było. Niełatwych zresztą. Chociaż powiem Ci, że niespecjalnie lubię pracować z muzykami. Najwięcej pracy mam w tym momencie z rodzicami sprawiających problemy wychowawcze - młodocianych. Mefedron, gandzia, wagary, agresywna postawa, kradzieże, dilerowanie itp.


Wróćmy jeszcze do nowej płyty "Manta Birostris". Na "Oku Proroka”, podobnie jak przy "Tasamouh", w utworze "Biesłan"zaśpiewał Expert czyli Darek Eckert - legenda sceny punkowej, znany nie tylko z Inkwizycji. Ponownie też napisał tekst do śpiewanego przez siebie kawałka. Odnoszę wrażenie, że dobrze rozumiesz się z Expertem i można określić go jako naczelnego współpracownika Manty?


Nasza współpraca zaczęła się po wspólnym koncercie w Lubiążu, w lipcu 2013 roku. Inkwizycja grała jeszcze w tym starszym składzie - z Żółwiem i Markiem Dańcem. Byliśmy zakwaterowani w tej samej szkole, pełniącej na czas festu rolę noclegowni i tam pod szkołą, przegadaliśmy pół nocy jak starzy kumple co się nie widzieli sto lat.  Po tym zagadnąłem Experta czy byśmy razem czegoś nie nagrali, i już na "Tasamouh" pojawiły się słynne słowa "nienawidzę Cię i nie pamiętam za co". Bardzo dobrze współpracuje mi się z Expertem, i kto wie czy nie jest to kwestia podobnej wrażliwości. Wiele nas różni, ale i wiele łączy. Jak wiesz, Expert jest zadeklarowanym ateisto/agnostykiem i mega antyklerykałem, Ja zaś świadomie wierzę w Boga. A mimo to umiemy się twórczo porozumieć i mam nadzieję, nawet inspirować nawzajem. Pamiętam jak siedziałem nad "Biesłanem". Tekst w ogóle mi nie wchodził. Co napisałem to wychodził jakiś banał. Podrzuciłem temat Darkowi, choć Expert na początku też podszedł do tematu z dużym respektem. Potem jednak pięknie ubrał numer w słowa. Chciałbym nagrać kiedyś nagrać z Expertem całą EPkę, jak niegdyś Ahimsa. Podobnie dobrze współpracuje mi się z gitarmanem Inkwizycji - Grześkiem Włodkiem. Od momentu kiedy usłyszałem solówkę w inkwizycyjnej "Pasji" zostałem fanem jego gry. Te gitary, które nagrał do "Biesłanu", czy tytułowego "Przeklętego Oka Proroka" są naprawdę świetne! Planuję więc dalszą współpracę zarówmno z Expertem jak i Grześkiem. Już na ten moment mamy kilka pomysłów. Amatorski klip do "Biesłanu" to wymysł Grzegorza, scenariusz i reżyseria - Expert, moja jest tylko muzyka. A Inkwizycja wzięła "Biesłan" do swojego repertuaru koncertowego! Tak w ogóle istnieje jeszcze zupełnie  inna, alternatywna wersja demo"Biesłanu”. Utwór ponad siedmiominutowy, może kiedyś jeszcze coś z nim zrobię.


- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Arkadiusz Zacheja




powrót do WYWIADY >>>

strona główna
wywiady
multimedia
naszywki
kontakt









copyright