O Manta Birostris wspominałem przy okazji omawiania ich pierwszego długogrającego materiału - "Tasamouh". Albumem tym kapela zawiesiła sobie poprzeczkę dość wysoko. "Przeklęte Oko Proroka" zaliczyło jednak tą próbę z nawiązką.
Muzyka Manty to podobnie jak na debiucie mocne punkowo-noise`owe kompozycje, przeplatane eksperymentami inspirowanymi bliskowschodnimi mantrami oraz klimatem ulic Jerozolimy. Ktoś gdzieś napisał, że "Oko Proroka" to połączenie Dezertera oraz Dead Can Dance i muszę przyznać, że jest w tym określeniu sporo racji.
Dźwięki generowane przez Adama i spółkę mocno odwołują się też do dokonań takich tuzów hałaśliwego grania jak Neurosis, Scorn czy Godflesh. Nie jest to zarzut bo grupa rozwija te bądź co bądź dobre patenty twórczo i ciekawie.
Dla Manty równie ważna jest warstwa tekstowa. Nie może być inaczej bo w końcu to zespół korzeniami tkwiący w punk rocku. Mamy tu więc upamiętnienie masakry w Biesłanie z 2004 roku, starotestamentowe rozważania czy odniesienia do tradycji społeczno-historycznych Izraela. Słuchając "Synagogi" momentami czułem dobitnie klimat mrocznych i dusznych pomieszczeń żydowskich bożnic.
Muszę przyznać, że z płytą Manta Birostris jest jak z winem. Im dłużej jej słuchasz tym kompozycje przedstawiają się atrakcyjniej, dowiadujesz się więcej i słyszysz przestrzenniej.
"Przeklęte Oko Proroka" to album udany, choć wiadomo, że nie będzie to pozycja dla wszystkich. Maniacy noise punka powinni być jednak usatysfakcjonowani.
Na interesujące brzmienie i klimat krążka złożyło się wiele czynników, o których napisałem wcześniej. Na zakończenie wspomnę jeszcze o udziale w nagraniach zacnego grona gości z Expertem i Drutem z Inkwizycji, Bartesem z O.D.R.A. oraz Bartkiem Boblem na czele.
Arkadiusz Zacheja
powrót do ARTYKUŁY >>>
|