strona główna
wywiady
artykuły
wydarzenia
fotoblog
linki
kontakt
  dark ambient<>industrial<>experimental<>martial
RockMetalShop.pl

DEATHCAMP PROJECT > jakość i klimat

Deathcamp Project od ponad 10 lat wytrwale podążają goth rockową ścieżką. Zespół Voida i Betrayala zyskał już sobie niemałą popularność wśród miłośników mrocznych dźwięków stając się jednym z głównych popularyzatorów deatrocka w Polsce


deathcamp

FORT LYCK: -Dlaczego powstał Deathcamp Project. Jakie cele zakładaliście sobie na początku działalności, a jakie stawiacie teraz?

Void : Jako nastoletni fani muzyki coraz głębiej wsiąkaliśmy w nurt goth. Byliśmy oczarowani kultowymi grupami z lat osiemdziesiątych i kalifornijskim deathrockiem. Fascynował nas również cały ruch goth lat dziewięćdziesiątych. Zasłuchiwaliśmy się w Love Like Blood, London After Midnight, Suspiria itd. Zupełnie naturalnie pod kątem podobnych dźwięków eksplorować zaczęliśmy polskie podziemie. Bardzo szybko okazało się, że sceny w zasadzie nie ma, zespołów jest bardzo mało, a te, które są, koncentrują się głównie na pielęgnowaniu tradycji zimnej fali. Jako, że byliśmy już początkującymi muzykami, postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Naszym pierwszym założeniem była chęć wypełnienia tej luki na polskiej scenie, co chyba - z perspektywy czasu patrząc - nam się udało (śmiech). Chcieliśmy zrobić coś nowocześniejszego, ale wyraźnie osadzonego w tradycji goth. Poza tym, poza samorealizacją - nie mieliśmy żadnych wielkich celów. W zasadzie wszystko, co przyniosła historia zespołu od 2001 roku aż do dziś, jest wielkim i fantastycznym doświadczeniem, które wciąż sprawia nam dużo przyjemności.

- No właśnie. Istniejecie już od ponad 10 lat. Co jest dla Was najważniejsze w tworzonej muzyce?

- Myślę, że pielęgnowanie cech charakterystycznych dla Deathcamp Project. Stawiamy na klimat i najwyższą jakość. Dbamy o to, aby każde wydawnictwo, każdy utwór sygnowany naszą nazwą był możliwie najbardziej ciekawy, aby intrygował i wykonawczo stał na wysokim poziomie.

-Jak określilibyście, posługując się swoimi słowami, a nie utartymi terminami, to co gra Deathcamp Project?

-Pomijając szufladki: zawsze staram się, aby wszystko, co śpiewam czy gram opowiadało historię, oddawało magię lub tragizm chwili - momentu, który zainspirował powstanie danych dźwięków i słów. Sprawnym instrumentalistom nie jest trudno wystylizować muzykę na jakiś konkretny gatunek, jednak te najważniejsze zespoły, które gdzieś zostają z nami dłużej (lub na zawsze) to takie, które potrafią przekazać za pośrednictwem dźwięków emocje i pozostawić w słuchaczu trwały ślad. Wkładamy mnóstwo serca w to, aby takim właśnie zespołem był Deathcamp Project.

-Lubujecie się w mrocznych klimatach i niewesołych tekstach? W jednym z wywiadów przeczytałem, że chcecie być "empatycznym przyjacielem swoich słuchaczy, wsparciem, gdy są w nienajlepszym nastroju."

-Nie staramy się być czyimś przyjacielem. Przytoczone stwierdzenie dotyczy tego, że mroczna muzyka, poruszająca poważne tematy, wbrew stereotypowemu przekonaniu - nie zawsze musi dołować. Z autopsji wiem, że gdy się jest w nienajlepszym nastroju, nic tak bardziej nie irytuje, jak jakieś wesołkowate klimaty. Dla mnie w wielu ciężkich chwilach to właśnie muzyka była najlepszym kompanem.

deathcamp

- Dlaczego zdecydowanie wolicie śpiewać o tych mroczniejszych stronach egzystencji?

-Ktoś kiedyś powiedział, że próbowano już zrobić wesołą sztukę i wyszedł socrealizm. Bardzo często bywam w dobrym nastroju i choć lubię ten stan, to jednak twórczo jest dla mnie absolutnie jałowy. Inspirują mnie wyłącznie rzeczy poważne - nazwijmy to najogólniej mrokiem dnia codziennego. Być może szczęście jest na tyle zajmujące, że szkoda czasu na siedzenie z gitarą, gdy jednak faktura tęczy pęka, a błękitne niebo ciemnieje, ręka sama sięga po gitarę. Dla mnie to najlepszy i najbardziej produktywny sposób na radzenie sobie ze złymi emocjami.

-Początkowo na koncertach występowaliście jako duet, któremu towarzyszył automat perkusyjny. Obecnie gracie w liczniejszym gronie. W jakimś wywiadzie przeczytałem, że zawsze chcieliście grać z żywym bębniarzem, ale z drugiej strony zespół z automatem perkusyjnym jest zdecydowanie bardziej mobilny.

-Jednym z powodów założenia Deathcamp Project była chęć świadomego tworzenia. Bez najemników czy osób trzecich. Długo nie mieliśmy przyjemności napotkać właściwych ludzi, którzy oprócz umiejętności mieliby wystarczającą świadomość i wrażliwość muzyczną. Jakiś czas temu sytuacja się zmieniła. Najpierw potrzebowaliśmy osoby do obsługi elektroniki. Przy okazji wydania drugiej płyty byliśmy już poniekąd zmuszeni poszukać drugiego gitarzysty, bo wszystkie partie gitary rozpisane zostały na dwie osoby i nie sposób było zagrać ten materiał dwiema rękami. Szczęśliwie udało się trafić na kolejną utalentowaną osobę i tak w niedługim czasie w składzie live pojawił się Tom Tylor (m.in. The Last Slave, Clicks, Controlled Collapse). Obecnie Deathcamp Project to studyjnie wciąż duet, a scenicznie kwartet. Mówisz o perkusji - od lat robimy przymiarki do tego tematu. Niewiele brakowało, a zagralibyśmy w pięcioosobowym składzie na tegorocznym Castle Party. Tak jak wspomniałeś - pełny skład ogranicza odrobinę mobilność zespołu, ale kto wie, co przyniesie przyszłość. W tym momencie pracujemy nad nowym materiałem. Powstało go już całkiem sporo. Nie wykluczamy, że na trzeciej płycie wykorzystamy żywą perkusję. Nie sądzę jednak, abyśmy całkowicie zrezygnowali z syntetycznych bitów, bo je po prostu lubimy.

-Jako swoje inspiracje podajecie takie zespoły jak: Christian Death, Suspiria, Joy Division.... Jak duży wpływ miały na Was te kapele na początku działalności, a jak to wygląda obecnie?

deathcamp

-Jak widzisz w dalszym ciągu je wymieniam (śmiech). Oczywiście miały na nas olbrzymi, wręcz bezpośredni wpływ. Unknown Pleasures było jedną z pierwszych przesłuchanych przeze mnie płyt winylowych. Nie wiedziałem, co to jest (byłem w podstawówce i słuchałem wszystkiego, co wpadło w rękę), ale muzyka wbiła mnie w ziemię, a Joy Division do dziś pozostał dla mnie jednym z najważniejszych zespołów (legendarny winyl, choć w kiepskim stanie, wciąż stoi na półce). Gdyby nie Christian Death, zapewne nie nazywalibyśmy się Deathcamp Project, zaś Suspiria zachęciła Betrayala do odważniejszego flirtu z taneczną elektroniką itd. Te zespoły wciąż w nas żyją i być może podświadomie inspirują. Najogólniej mówiąc, lata osiemdziesiąte nauczyły nas pewnego podejścia do kompozycji i "wdrukowały" preferencje estetyczne. Obecnie nie wpływają na nas już tak bezpośrednio jak kiedyś. Wciąż staramy się pracować nad własnym brzmieniem, a nasze inspiracje żyją najczęściej daleko poza nurtem goth.

- Specjalnością Fortu Lyck jest dark ambient i industrial. Czy tego typu dźwięki mają jakiś wpływ na to, co tworzy Deathcamp Project?

-Oczywiście, że mają. Doskonale słychać to w takich utworach jak Dead Hours czy Scars Remain. Zdecydowanie bardziej kompetentną osobą w tym temacie byłby Betrayal, który obsługuje całą deathcampową elektrownię. Ja jako frakcja gitarowa mogę powiedzieć jedynie tyle, że klimaty te są bliskie mojemu sercu i zawsze mile widziane w muzyce Deathcamp Project.

- Dzięki za wywiad

Rozmawiał Arkadiusz Zacheja


RockMetalShop.pl

powrót do WYWIADY >>>

strona główna
wywiady
multimedia
naszywki
kontakt









© FORTLYCK.PL 2006-2011 - redakcja: A.Zacheja - Design by Maniak.