strona główna
wywiady
artykuły
wydarzenia
fotoblog
linki
kontakt
  dark ambient<>industrial<>experimental<>martial

Bookovsky > perkusja i atari falcon

Bookovsky to postać doskonale znana wśród fanów klasycznej elektroniki. Zaczął jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Jego cztery albumy solowe spotkały się z pochlebnymi opiniami zarówno recenzentów jak i miłośników elektroniki. Ostatni jak dotąd - "Book Of Sky" spotkał się nawet z oceną najlepszego polskiego krążka szkoły berlińskiej. Rozmawiamy o kondycji muzyki elektronicznej, miłości, harmonice, płytach kompaktowych, Atari Falcon... Nie mogłem również nie zapytać o klasyków gatunku - Jarre`a, Shulze czy Bilińskiego.


Bookovsky

FORT LYCK: Ostatnia Twoja płyta solowa ukazała się już cztery lata temu. Pierwsze pytanie nasuwa się więc samo. Kiedy nowy materiał sygnowany przez Bookovsky`ego ?

Bookovsky : Obawiam się, że nieprędko. Nie mam przekonania, czy ludzie sypiący płytami "jak z rękawa" robią dobrą muzykę. Dużo nie znaczy dobrze. Nawet w seksie. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, że jakiegoś wielkiego zapotrzebowania na "Berlin" to nie ma. Ja nigdy nie robiłem muzyki dla siebie tylko dla ludzi. Znam większe przyjemności, niż wielogodzinne niszczenie kręgosłupa przed monitorem Atari ST. Wole kupić sobie przysłowiowe 5 piw i obejrzeć kreskówkę z Batmanem. Nie ukrywam jednak, że ostatnio nachodzą mnie myśli o zrobieniu czegoś nowego. Najbardziej interesujące według mnie w muzyce jest pokonywanie przeszkód sprzętowych, jak to miało miejsce na przykład w latach siedemdziesiątych. Żeby osiągać ciekawe efekty wbrew niedoskonałościom hardware'u. Dzisiaj to facet włącza laptopa i ma przed sobą całe studio. Cóż to za wyzwanie. Nuda, łaskawco. Jakkolwiek jakiś czas temu odkryłem, że zabytkowy już dzisiaj Atari Falcon ma niezwykle ciekawe możliwości syntezy dźwięku. Oczywiście procesor 16Mhz nie da zbyt dużej ilości kanałów, ale skoro drzewiej mogli zgrywać po jednej ścieżce, to i dzisiaj można. Byłby do tego perkusista i może gitarzysta, jeśli się znajdzie. To na razie tylko pomysły, nic więcej.

- Jakiś czas temu mówiłeś o projekcie założenia własnego labelu i wydawania na kasetach limitowanych albumów twórców muzyki elektronicznej.

- Wydawnictwo działało przez parę lat (2005 - 2007) i wydało kilka pozycji. Udało się opublikować materiały takich autorów, jak El_vis, Piotr Krupski/Tomasz Łosowski ex-Kombi jako Kombimus, Nerious i Aqmoolator. W końcu zaprzestałem tej działalności, bo zainteresowanie elektroniką było nazbyt niskie, a poza tym liczba posiadaczy magnetofonów skurczyła się skrajnie, heh. Szkoda bo zawsze lubiłem ten nośnik.

- Ostatnio jeden z naszych czytelników domagał się aby na łamach Fortu Lyck pojawił się wywiad z Tobą.... Fanów więc masz cały czas. Jak z Twojego punktu widzenia wygląda obecnie kondycja krajowej sceny klasycznej muzyki elektronicznej?

- To dziwne. Jacy fani??? ( śmiech ) Myślałem, że to ludzie tak starzy, że wszyscy już nie żyją. (śmiech) Sytuacja klasycznej elektroniki? Chyba wygląda dobrze. Ja to od lat słucham bardziej black-metalu (śmiech) więc mogę się tak w 100% nie orientować, ale wydaje mi się, że jest OK. Nerious, Mr Smok i wielu innych utalentowanych ludzi. Andymian wciąż chyba jest aktywny. Amee Agaru miał świetne kawałki przecież. Trudno wszystkich wymienić. Gorzej z wydawcami. Na szczęście jest GENERATOR. Mimo to, należy zauważyć, iż wydawanie płyt CD jednak zaczyna być bez sensu. Jak pomyślę, że mam kupować coś tak wielkiego i nieporęcznego, to mi się odechciewa. Jeśli już kupuję nowe płyty, to i tak czeka mnie późniejsze ślęczenie nad nimi, żeby do WAV-ów to cholerstwo pozrzucać, nazwy powpisywać, na playera przekopiować... Praca jak w kamieniołomie. Jest już od dawna pora, aby zmieniono ogólnie obowiązujący nośnik. Bowiem pośród słuchaczy to już lata temu zmienił się on na obiekty wirtualne, że tak powiem. MP3 nie wszyscy lubią, ale WAV-y też każdy player czyta. Wynika z tego, że ze sprzedażą płyt jest i będzie coraz gorzej. To badziewie jest tak wielkie, że mógłbym je zamiast koła zapasowego w aucie wozić. (śmiech)

- A czego jeszcze ostatnio, oprócz black metalu, słuchasz ?

- Power-metalu. (śmiech) Czasem elektroniki klasycznej także. Właściwie to powstaje teraz tak obszerna masa muzyki wszelakiej, że właściwie słuchacz staje przed taką muzyczną ścianą i w sumie nie wiadomo, co z tym robić. Od razu dodam, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Jest to muzyka naprawdę dobra, ale występuje w tak wielkiej ilości, że nie ma czasu nawet pobieżnie zapoznawać się z kolejnymi pozycjami. Znak czasów. Pod takim naporem napływających danych, człowiek zaczyna się zamykać i ja na przykład w wyniku omawianego zjawiska powróciłem do starych albumów, których słuchałem, będąc nastolatkiem. Hmm. Między innymi dlatego ja sam przestałem zajmować się komponowaniem. Inni robią to równie dobrze, a jest ich taka liczba, że dokładanie kolejnych utworów do tej masy po prostu nie ma sensu.

Bookovsky

- Jarre, Vangelis, Schulze.... To ikony światowej elektroniki. Często podajesz ich twórczość pośród swoich inspiracji. A co sądzisz np. o Marku Bilińskim, który w latach 80-tych był jednym z pionierów tego gatunku w Polsce?

- Dokładnie to samo. Polska nie jest jakąś "dziurą w ziemi", też znajduje się "na świecie". Muzyka Bilińskiego jest istotną częścią światowej elektroniki. Co ciekawe, najwięcej dla jego promocji za granicą robi scena 8-bitowa i Amigowa. Często ludzie za granicą znają bardzo dobrze poszczególne kawałki Marka Bilińskiego, tyle że w wersji na Amigę, ZX Spectrum, czy Atari XL. (śmiech)

- Jestem ciekaw jeszcze innego klasyka - Jarre`a. Szczerze mówiąc, moje słuchanie klasycznej elektroniki zaczęło się właśnie od niego... Twoja ulubiona płyta Jarre`a ?

- Ja chyba również zacząłem słuchać elektroniki właśnie od Jarre'a. W każdym razie pierwszym świadomie zakupionym przeze mnie albumem elektronicznym był "Zoolook". I nie ukrywam, że jest to moja ulubiona płyta tego wykonawcy. Potężne brzmienie, jak również rozumna zabawa samplerami robiły wrażenie. Zresztą moja pierwsza forteklapa, to też był sampler. Mam sentyment do tych urządzeń. Oczywiście używanie ich musi być oparte o dobry sequencer i dobry edytor sampli, a nie o bezładne batożenie dźwiękami.

- Czy doświadczenia z obcowania właśnie np. z power metalem czy black metalem przenosisz jakoś do kompozycji elektronicznych? Oczywiście jak już zasiądziesz do tego procesu bo ostatnio, jak sam mówiłeś, masz przerwę...

- Bardzo wiele. Z jednej strony występują tam często piękne symfoniczne konstrukcje, o których współczesna elektronika może sobie najwyżej pomarzyć. Z drugiej strony muzyka metalowa ma moc i dynamikę, której niejednokrotnie elektronice brakuje. Tego typu elementy mogą być zauważalne na płycie "Book of Sky". I choć wywodzą się z innej gatunkowej półki, to jednak - jak się okazało - dobrze wpasowują się w elektroniczne sekwencje. Prócz tego, metal jako muzyka, wciąż przekazuje jakieś uczucia. Charakteryzuje się konkretną strukturą; wyczuwalna jest praca włożona przez muzyka w stworzenie jakiegoś dzieła. Są to istotne elementy odróżniające realny proces artystyczny od czynności polegającej na nasraniu we włączony wentylator i obserwowaniu, co też z tego wyszło na płótnie. O ile wszystkie te pozytywne elementy wciąż jeszcze występują w klasycznej muzyce elektronicznej, o tyle tzw. "nowa elektronika" to już typowy numer z wentylatorem.

- Dość często zwracasz uwagę, że we współczesnej muzyce zapomina się o melodyce i harmonii, które to były podstawą działań klasycznych twórców muzyki elektronicznej... Czy te dwa elementy są dla Ciebie najważniejsze?

- W muzyce obiektywnie, a nie tylko "dla mnie" najważniejsze są takie elementy, jak melodyka, harmonika, rytmika, frazowanie. To składniki podstawowe, które niejako konstytuują dzieło muzyczne. Nie są oczywiście elementami jedynymi. Dla sonorysty na przykład ważne przecież będą inne składniki. Toteż nie odnosiłem się do muzyki generalnie, a tylko do elektroniki. I nie do każdej, jeno do tej, którą ktoś pociesznie określił mianem - "nowa elektronika". Nie zrozummy się źle - współczesne rzeczy ambientalne bywają bardzo dobre, również niektóre płyty eksperymentalne uważam za interesujące lub klimatyczne i warto ich posłuchać, co też czasem czynię. Lecz idąc dalej, jeśli ktoś rozsypuje piłeczki pingpongowe na struny fortepianu, to ustalmy jednak, że nie napracował się tyle, ile kompozytor pracujący w studiu nad utworem muzycznym. Taki "pingpongista" miał jednak przynajmniej jakiś zamysł. No chyba, że był pijany i się potknął. Natomiast prymitywne zestawianie kilku plików *.wav na laptopie stanowi zwykłą nieudolność, a publikowanie wyniku tego procesu pod szyldem muzyki elektronicznej jest zabawne w takim samym stopniu, jak nazywanie "sztuką" pociesznego pląsania małpki na ramieniu kataryniarza.

Bookovsky

- Klaus Schulze w bardzo dawnym wywiadzie stwierdził, że muzyka to rodzaj miłości. Też tak uważasz?

- Miłość? No nie wiem. Nie spotkałem się z czymś takim w naturze. Pojęcie miłości to tylko taki konstrukt, mający sztucznie uwznioślić akt kopulacji; umniejszyć nieco jej zwierzęcy charakter. Może masz jednak rację, że coś w tym rodzaju może występować u człowieka w odniesieniu do jakiegoś stałego elementu jego życia, a takim elementem może być tworzenie muzyki. O ile ludzie nie są w stanie wykrzesać żadnych pozytywnych uczuć w stosunku do siebie nawzajem (jakkolwiek mogą doskonale wręcz udawać, na zasadzie czegoś w rodzaju mentalnej mimikry), o tyle istnieje pewnie u człowieka coś takiego, jak jakieś realne przywiązanie do określonej czynności lub miejsca.

- Jako Bookovsky wydałeś cztery duże albumy. "Analogy" i "Book Of Sky" są bez problemu do kupienia np. na generator.pl . Pozostałe zapewne można również zdobyć, choćby pisząc do Ciebie. Która z Twoich płyt osiągnęła jak do tej pory najwyższy próg jeśli chodzi o liczbę sprzedanych sztuk?

- Pierwszy album, wydany przez DIGITON w roku 1996 nie jest dostępny w oficjalnej formie, z powodu wyczerpania nakładu, ale jeśli ktoś wyraża chęć zakupu, to samo nagranie cyfrowe mam i wysyłam. Nie dysponuję za to okładką. Co do największej ilości egzemplarzy, to nie mam pojęcia, bowiem wszyscy ci wydawcy w głównej mierze wszelką kasę (lub jej większość) wielkodusznie pozostawiają sobie. Nie wspomnę o notorycznym niespełnianiu obowiązku informowania autora o sprzedaży. Oczywiście dzisiaj to już mnie nie interesuje, tyle przecież lat minęło. Jak ktoś jest nieuczciwym gnojem, to niech żyje z czymś takim na sumieniu. O ile je posiada. Elektronika w ogóle sprzedaje się w jakichś śmiesznych ilościach, przynajmniej w porównaniu do mainstreamu, więc ostatecznie nie ma o czym gadać.

- Życzę powodzenia i mam nadzieję, że dość szybko jednak wydasz materiał, o którym nieco wspomnieliśmy przy okazji tej rozmowy.

- Wielkie dzięki. Co do albumu, to obawiam się, że nieprędko, ale kto wie, czego się człowiekowi zachce na starość. ( śmiech )

- Dzięki za wywiad

Rozmawiał Arkadiusz Zacheja




powrót do WYWIADY >>>

strona główna
wywiady
multimedia
naszywki
kontakt







copyright