strona główna
wywiady
artykuły
wydarzenia
fotoblog
linki
kontakt
  dark ambient<>industrial<>experimental<>martial

BISCLAVERET> muzyka emocji i wizji

"Traktat o manekinach" Brunona Schulza doczekał się adaptacji muzycznej. Dzieło jednego z największych polskich autorów międzywojennych wzięli na warsztat panowie z Bisclaveret. Ten dark ambientowy duet z Pomorza, znany wcześniej ze współpracy z War Office Propaganda czy Cynfeirdd, poradził sobie z literackim tekstem doskonale, uzupełniając go interesującą muzyką. Bisclaveret to Dragos i Thorn. Zespół powstał przed siedmioma laty, a już w rok po założeniu wydał pierwszą płytę. Obecnie ma już bardziej rozbudowaną dyskografię, a wspomniana, najnowsza płyta wydana została nakładem własnej wytwórni - Zoharum. .


bisclaveret

-Najnowszy album Bisclaveret - "Les Mannequins", który opatrzyliście nazwą "Bisclaveret vs Bruno" jest poświęcony Brunonowi Schulzowi, jednemu z najwybitniejszych polskich artystów międzywojennych. Co najbardziej fascynuje Was w twórczości autora "Sklepów cynamonowych"? Dlaczego właśnie Bruno Schulz?

DRAGOS: Nasze nowe wydawnictwo to pewnego rodzaju hołd złożony Brunonowi Schulzowi. Chcieliśmy przypomnieć innym jego niezwykłą literaturę. Album "Les Mannequins" stanowi muzyczną interpretację "Traktatu o Manekinach" - jednego z najważniejszych tekstów w całej twórczości Schulza. Na kartach zaledwie trzech rozdziałów zawarł on podstawy własnej filozofii, swoisty klucz do interpretacji jego utworów, oraz najważniejszą w Cyklach Opowiadań swoistą koncepcję Pisarza - Demiurga. Pytasz dlaczego Schulz? Od zawsze fascynował nas "świat przedstawiony" w "Sanatorium pod klepsydrą " i "Sklepach Cynamonowych," jego współistniejące światy relatywne; powszechne zdarzenia przemieniające się w niezwykłe rytuały inicjacji, przemiany ojca-subiekta w demiurga. Wszystko to, co określa się "mityzacją rzeczywistości" czyli wydobywaniem z rzeczy błahych, powszechnych, czasem nawet banalnych - nowych istotnych znaczeń. Jest jeszcze jedna rzecz, która zasługuje na podziw. Gdy uważnie wczytamy się w prozę Schulza, to dostrzeżemy, jak autor swymi teoriami z pogranicza filozofii i literatury wyprzedził pokolenie twórców Matrixa i całą rzeszę autorów literatury science fiction. Zwróć uwagę na czasoprzestrzeń "Sanatorium pod klepsydrą" wyznaczającą w "Cyklu" punkty odniesienia w ramach których należy odczytywać sens pojmowania życia i śmierci, zatarcie granicy pomiędzy interpretacją bytu i niebytu. Schulz stawia wiele pytań natury egzystencjalnej. Jego literatura niczym nie odstaje od znanych na całym świecie powieści Camusa, Sartre'a czy Kafki. W kreowaniu świata przedstawionego niewątpliwe istotną rolę odegrała kabała, której zagadnieniami autor posługuje się z tak dużą swobodą, jakiej nie spotykamy w żadnej innej polskiej literaturze. To dzięki poetyce wyniesionej z "Księgi Blasku" wszystko odżywa na nowo, mieni się tysiącem barw, nasyca niezwykłą wonią i jawi w niezwykłym blasku. Sprawia, że opowiadania wybijają się z zalewu nowej prozy XX lecia międzywojennego. Można tak jeszcze długo opowiadać o tym, dlaczego Schulz i jego twórczość jest tak niezwykła. Lepiej jednak przekonać się o tym samemu, zatracając bez reszty w prozie artysty z Drohobycza, do czego szczerze zachęcam.

-Jak doszło do współpracy z Urzędem Miasta w Gdańsku i objęcia patronatu nad płytą przez Prezydenta Miasta? Nieczęsto zdarza się to w odniesieniu do projektów muzycznych tego nurtu...

- Współpraca z Urzędem Miasta zaczęła się dość prozaicznie. Wysłaliśmy ofertę objęcia patronatem naszego wydawnictwa do Prezydenta oraz do Gdańskiego Referatu Kultury. Dyrektorowi Referatu bardzo przypadła do gustu nasza muzyka i pomysł na publikację tekstu Schulza w takiej formie. Pojawiła się propozycja wspólnej inicjatywy. To prawda, nieczęsto zdarza się, aby projekty z tzw. sceny dark ambient i industrial uczestniczyły w tego typu kolaboracjach. Nie wiem dlaczego? Może nie próbowały nic robić w tym kierunku. My po prostu wierzyliśmy w potencjał tej płyty i to nas skłoniło do podjęcia rozmów. Nie chcemy zamykać się w tej już dość hermetycznie zamkniętej scenie. Mam nadzieję, że to dopiero pierwszy krok. Teraz przy współpracy z Urzędem Miejskim przygotowujemy imprezę w całości poświęconą twórczości Schulza, podczas której przewidziany jest specjalny koncert naszego zespołu, prelekcje prowadzone przez wykładowców z Uniwersytetu Gdańskiego, pokaz filmów i być może inne atrakcje. Jest jednak za wcześnie, aby powiedzieć więcej na ten temat. W przyszłości poinformujemy o tym wydarzeniu, jak i innych planach dotyczących działań u boku Urzędu Miejskiego.

-"Les Mannequins" wydana została przez Wasze wydawnictwo Zoharum Records. Dlaczego tym razem postanowiliście wziąć sprawy we własne ręce, a nie skorzystać z pomocy wytwórni, które wcześniej produkowały płyty Bisclaveret?

- Od dawna mierzyliśmy się z pomysłem wydawania naszych płyt własnym sumptem. Od początku działalności Bisclaveret myśleliśmy też o założeniu własnej wytwórni. W sumie dwa pierwsze CD-R Bisclaveret wyszły spod naszej ręki. Brakowało nam jednak zapału do dalszego działania. Powierzyliśmy więc publikację kolejnych wydawnictw sprawdzonym wytwórniom: Cynfeirdd, The Eastern Front i War Office Propaganda, które wykonały naprawdę dobrą robotę. Bardzo dobrze oceniamy działania tych labeli i nie wykluczamy ewentualnej współpracy w przyszłości. Przykładem tego jest chociażby nasz udział w kompilacji poświęconej twórczości Einara Jonssona, której pomysłodawcą jest The Eastern Front. Dodam tylko, że Zoharum powołaliśmy po to, aby promować różnych twórców, a nie tylko Bisclaveret. Organizujemy wystawy, koncerty, chcemy wydawać płyty CD innych formacji. Czas pokaże, co uda nam się zrealizować z tych planów. Na pewno nie poprzestaniemy tylko na tym wydawnictwie.

-W ubiegłym roku Wasz materiał wydała też izraelska wytwórnia - The Eastern Front. Co możesz powiedzieć na temat współpracy z tym labelem?

- The Eastern Front wydała naszą pierwszą płytę CD. Mimo, że swoją siedzibę mają w dość egzotycznym dla nas kraju, działają naprawdę profesjonalnie. Dołożyli wszelkich starań, aby odpowiednio wyprodukować i wypromować "Psyche noMine". To naprawdę bardzo dobry label. Oceniamy ich pracę wysoko i nie wykluczamy w przyszłości dalszej współpracy. Jak wspomniałem już wcześniej, właśnie nagraliśmy nowy utwór specjalnie na ich kompilację, poświęconą Einarowi Jonssonowi. Tak, więc jesteśmy w stałym kontakcie i staramy się współpracować przy różnych okazjach.

-Oprócz dużej aktywności studyjnej, Bisclaveret bardzo często koncertuje. Jak wyglądają koncerty zespołu? Jak sobie radzicie pod względem technicznym?

- To prawda. Od początku Bisclaveret wykazywał dużą (jak na tą scenę) aktywność koncertową. Moim zdaniem każdy zespół powinien próbować swych sił w grze na żywo. To niesamowite uczucie i doświadczenie, kiedy można skonfrontować własną twórczość z reakcjami publiczności w jednej chwili i w jednym miejscu. Jeszcze lepiej, gdy towarzyszy temu wydarzeniu wspaniała atmosfera. Lubimy grać koncerty i lubimy emocje im towarzyszące. Dlatego też wkładamy sporo serca w ten aspekt naszej działalności. Za każdym razem przygotowujemy specjalną oprawę, obmyślamy elementy performance i wizualizacje. Od czasu trasy Protagosterium występujemy wspólnie z Wookim. Wcześniej spotykaliśmy się z nim kilka razy na scenie. Po tej trasie jednak stał się on oficjalnym członkiem koncertowego składu Bisclaveret. Jeżeli pytasz o techniczne odegranie koncertu, to powiem tylko tyle, że korzystamy z klasycznego zestawu "ambientowego". Staramy się jednak, aby w jak największej mierze używać żywego instrumentarium. Podstawę stanowią przygotowane loopy, do których Thorn dogrywa partie klawiszowe, a ja używam mego głosu w znany z naszych płyt sposób. Czasem wspiera mnie w tym Wookie, który odtwarza te partie wokalne, które w studiu dogrywamy jako tzw. back.vocals. To chyba tyle. Dodam tylko, że dokładamy wszelkich starań, aby każdy nasz koncert stanowił swego rodzaju misterium, niezwykłe przeżycie. Jest to możliwe tylko przy pełnym zaangażowaniu zarówno z naszej jak i naszych widzów strony.

- Jaka jest Twoja definicja dark ambientu? Jak postrzegasz ten gatunek muzyki? Czy według Ciebie można określić dark ambient jako muzykę emocji, snów, marzeń, duchowych wędrówek ... ?

- Obserwując zespoły z tej sceny oraz ich twórczość, trudno jednoznacznie powiedzieć, czym jest dark ambient i jaka jest jego właściwa definicja. Wiele projektów poszukując nowych pomysłów dla swoich utworów, czerpie garściami z innej stylistyki. Niektóre z nich skłaniają się ku tworzeniu eksperymentalnej elektroniki, utrzymując się przy tym w konwencji pokrewnych gatunków - industrialu czy IDM. Inne z kolei (podobnie, jak Bisclaveret) poruszają się w stylistyce, dzięki której mogą ilustrować dźwiękami różne emocje, narkotyczne wizje, lęki. Kładą nacisk na budowanie odpowiedniego klimatu, odzwierciedlającego ich przekaz semiotyczny. Oba te kierunki są ciekawe i pasują do etykiety "dark ambient". Osobiście skłaniałbym się do Twojej definicji, według której jest to muzyka emocji, snów, marzeń, duchowych wędrówek, gdyż te określenia, bez względu na różnice w podejściu do tworzenia, pasują do wszystkich zespołów. Najlepiej też odzwierciedlają nasze podejście do tego gatunku. Uciekamy jednak od jednoznacznego nazywania Bisclaveret zespołem stricte dark ambientowym i wiele projektów myśli podobnie. Dla nich dark ambient to punkt wyjścia do podążania indywidualną drogą artystyczną.

bisclaveret

- Wokalizy nie są elementem często pojawiającym się na płytach industrialnych czy dark ambientowych. Przyznam szczerze, że po przesłuchaniu takich krążków nie zawsze mam pozytywne wrażenia. Tymczasem Twoje wokalizy, choćby właśnie na "Les Mannequins" wkomponowane są w całość z odpowiednim smakiem. Wybrzmiewają klimatycznie i delikatnie. Jakie znaczenie ma dla Bisclaveret wokal?

- Po części masz rację. Coraz częściej jednak pojawiają się na scenie dark ambientowej zespoły wokalizowane. Na pewno jest to rzadkie zjawisko w Polsce. Nie liczę oczywiście projektów posługujących się samplami wokalnymi, bo to nie to samo. Dla nas wokal jest bardzo ważny. Stanowi medium, za pomocą którego ewokujemy pewne wizje, idee, oddajemy właściwy, czasem chorobliwy klimat. Dlatego też staram się posługiwać moim głosem tak by modulować go w zależności od emocji, które chcę wyrazić. Akurat w przypadku "Les Mannequins" do czynienia mamy raczej ze statycznym - jak dla nas - wykorzystaniem głosu. Na ogół staramy się o bardziej dynamiczne interpretacje. Takie można usłyszeć na innych, naszych wydawnictwach, jak chociażby "Psyche noMine" czy "Scontrum VI". Cieszę się, że przypadła Tobie do gustu nasza wokalna interpretacja "Traktatu o Manekinach". Bardzo zależało mi na tym, aby tekst Schulza wybrzmiewał właśnie w taki, dość obcy dla miłośników jego prozy - sposób.

- Dzięki Bisclaveret wielu słuchaczy zapewne po raz pierwszy pozna teksty Brunona Schulza. Istotnie przyczyniacie się do popularyzacji polskiej literatury...

- Mam nadzieję, że wiele z tych osób, które nie miały do tej pory okazji sięgnąć po prozę Schulza, teraz to uczyni. Chociaż wydaje mi się, że jest to na tyle interesujący i dość popularny pisarz, iż niemalże każdy miał możliwość zetknąć się chociaż z fragmentami jego twórczości. Mam nadzieję, że nasz cudowny ex-minister kultury nie wykreślił jego prozy z listy lektur. To byłaby naprawdę ogromna strata. Nawiązując do drugiej części Twojego pytania - staramy się promować ciekawsze motywy literackie. Jest ich naprawdę wiele i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się zrealizować kilka z nich w kolejnych projektach Bisclaveret. Lubimy posługiwać się tekstami, z którymi w jakiś sposób utożsamiamy się. Jesteśmy pasjonatami literatury. Czytamy wiele różnych książek, a część z nich, przynajmniej w moim przypadku, nieraz wpłynęła na modyfikację własnego światopoglądu. Można powiedzieć, że nasze wspólne zamiłowanie do literatury popchnęło nas do założenia zespołu. Gdybyśmy nie spotkali się z Thornem na studiach filologicznych to nie wiadomo czy w ogóle powstałby Bisclaveret.

- Pewnie nudzą już Was pytania o teatralność muzyki Bislaveret. Według mnie jednak po przesłuchaniu "Les Mannequins" nie da się uciec od tego typu określeń?

- Nie, to pytanie nas nie nudzi, aczkolwiek nie ukrywam, że często powraca ono w różnych wywiadach. Nie ma się co dziwić. Już na samym początku znajomi przyczepili nam łatkę zespołu grającego "teatralny dark ambient". Mimo, iż dalecy jesteśmy od szufladkowania własnej twórczości, po części zgadzamy się z tym określeniem. Na teatralność Bisclaveret składa się kilka elementów. Niewątpliwie jest to charakter wykonywanej muzyki, dobór tekstów i ich interpretacja, a także nasze występy na żywo, podczas których staramy się odzwierciedlać wizje zawarte w tekstach. Marzy nam się stworzenie spektaklu, który opatrzylibyśmy muzyką Bisclaveret, do którego opracowalibyśmy własną choreografię i sami go wyreżyserowali. Znając nasz upór, wiem, że kiedyś uda nam się to osiągnąć. Na chwilę obecną to jednak raczej odległe plany.

- Jak powiedziałeś wcześniej, przywiązujecie dużą wagę do wizualnej oprawy Waszych koncertów. Czy to nieodłączny element muzyki Bisclaveret?

- To prawda. Bardzo ważna jest dla nas cała oprawa wizualna. Przed występami staramy się przygotować kształt koncertu od początku do końca. Wcześniej konsultowaliśmy wszelkie pomysły z osobami odpowiedzialnymi za nasze wizualizacje. Teraz sami się nimi zajmujemy. Godzinami siedzimy, obmyślając wszystkie detale naszego performance, właściwego doboru rekwizytów, stroju itp. Chcemy, aby nasze koncerty zamykały się w jedną logiczną całość, aby przedstawiały zamkniętą historię, w której wszystkie pojawiające się symbole i elementy znajdowały swoje uzasadnienie. Chcemy w ten sposób zachęcić naszych odbiorców do czynnego uczestniczenia w koncertach Bisclaveret.

- W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że dopuszczacie każdą interpretację swojej muzyki. A czy spotkaliście się z jakimiś niepożądanymi określeniami, które Wam się wybitnie nie spodobały. Były dalekie od tego, co sobie zakładacie? W końcu tego typu muzykę można interpretować w sposób skrajny...

- Należę do tych osób, które uznają prawo do własnej opinii, oceny i porównań. Nieraz zdarzało mi się czytać recenzje, w których doszukiwano się absurdalnych porównań, wypisywano różne bzdury na temat naszej działalności. Nie ma sensu odgrzebywać konkretnych przykładów, bo przecież nie to jest najważniejsze. Bywało również tak, że ktoś całkowicie nas zaskoczył trafnością interpretacji przekazu Bisclaveret. To jednak nie nasz problem, czy ktoś poświęcił wystarczająco dużo czasu, aby przyswoić naszą twórczość, czy też nie. To kwestia kompetencji i umiejętnego podejścia do tematu. Moim zdaniem recenzje odzwierciedlają postawę dziennikarza, jego gust, czy też umiejętność odnajdywania właściwych niuansów ukrytych w muzyce, literaturze czy sztuce, a nie rzeczową ocenę poziomu i jakości. Wiele recenzji pokazuje wyłącznie emocjonalną postawę do twórcy lub (lepszy wariant) jego tworzywa, bez właściwego, w miarę obiektywnego podejścia do sprawy. Nie chodzi przecież o to, aby dziennikarze pisali recenzje za muzyków. Mamy świadomość, iż nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą zachwycali się tym, co robimy. Dodam tylko, iż problem skrajnej interpretacji może dotyczyć każdego gatunku muzycznego.

- Jakie artystyczne plany na najbliższy czas ma Bisclaveret?

- Właśnie dopinamy ostatnie szczegóły dotyczące imprezy "Wieczór w Sanatorium pod klepsydrą", podczas której wystąpimy z naszym repertuarem "Les Mannequins". Poza tym prowadzimy rozmowy z organizatorami koncertów. Tak więc myślę, że posypie się trochę występów Bisclaveret niebawem. W chwili obecnej zamykamy też wydanie płyty z remiksami naszych utworów. Poza tym myślimy już o nowym materiale i realizacji innych przedsięwzięć, które powinny wykrystalizować się niebawem.

- Dzięki za rozmowę.

- Dziękuję Tobie za poświęcony czas i możliwość zaistnienia Bisclaveret na łamach Fortlyck. Życzę powodzenia w kontynuowaniu tego przedsięwzięcia. Oby jak najwięcej było takich inicjatyw jak Twoja. Pozdrawiam

Rozmawiał Arkadiusz Zacheja




powrót do WYWIADY >>>

strona główna
wywiady
multimedia
naszywki
kontakt







copyright